Pilipiuk ma swój, łatwo rozpoznawalny styl. Dość długo „ustanawia” miejsce i czas akcji poprzez nakreślenie panoramy społeczeństwa. Lubi wyszukiwać ciekawostki z historii i „popisywać się” wiedzą, ubarwioną odrobiną, a czasem większą ilością sci-fi czy staroświeckiej magii. Jego stali czytelnicy to kochają. Doświadczone pióro pozwala mu z łatwością tworzyć kolejne „klony” pierwszych zbiorów opowiadań.
Autor ma ulubione motywy i poglądy, które powtarza w kolejnych książkach. Kocha też snuć dywagacje i przemycać swoje poglądy w formie pogawędek historyczno-filozoficzno-moralno-politycznych. Tak jest w „Remedium” (m.in. Skórzewski i Polikarpow), w „Klementynce” (m.in. Klementynka i Sylwia) i każdej z kolejnych opowieści, zawartych w tym tomie. Ma się dodatkowo wrażenie, że opowiadania o jakichś wydarzeniach jest więcej niż samej akcji.
Czytelnik znajdzie w tomie bohaterów znanych z wcześniejszych dokonań Pilipiuka, np. Pawła Skórzewskiego, Roberta Storma, a nawet „niesławnego” Jakuba Wędrowycza. Razem z protagonistami przenosimy się do różnych momentów w historii, albo eksplorujemy jej elementy w czasach nam współczesnych lub dywagujemy na temat tego, co być może nadejdzie.
„Remedium” – w tej długiej opowieści razem z bohaterem, polskim lekarzem o nazwisku Skórzewski zwiedzamy jego nowe miejsce pracy, a jest nim zadziwiająco czysty szpital zakaźny niedaleko Petersburga. Lekarze są tam wyjątkowo oddani i pełni troski o pacjentów. Przyswajamy długi „wykład” na temat zabójczej gruźlicy i kiły. Dr Skórzewski w szpitalu spotyka swojego kolegę z czasów studenckich. Ten jest zarażony zarówno gruźlicą, jak i kiłą…
„Klementynka” – w tej zwariowanej modyfikacji bajki o Czerwonym Kapturku przeniesiemy się do czasów słusznie minionych, gdy zamiast policji w Polsce była milicja. Poznamy tamtejsze realia (całkiem dobrze znane autorowi) z perspektywy małej dziewczynki. Pewnej zimy na jednym z osiedli mieszkańcy znajdują tropy wilka. Nie wiedzą jednak, że nie jest to zwykłe zwierzę.
„Siódma armata” – w letnio-jesiennej aurze rozgrywa się kolejna przygoda brawurowego tropiciela pamiątek historii, Roberta Storma i jego przyjaciela, Arka. Bohater trafia na trop armat, które Szwedzi zostawili na naszej ziemi podczas tzw. potopu. Co współczesny odkrywca może zrobić z takimi skarbami? Zapewne oddać do muzeum. A może jednak nie?
„Profesor Śmierć” – w znanej czytelnikom Pilipiuka gminie Wojsławice w 1915 r. rozgrywa się akcja tej historii. Dr Skórzewski pracuje w szpitalu polowym. Doświadcza na sobie działania trującego gazu oraz natrafia na dziwnego jeńca, który nie wie, gdzie się znajduje i jaki to dzień.
„Czasy, które nadejdą” – tytułowe opowiadanie zbioru jest najbardziej mroczne, choć zaczyna się niewinnie. Główny bohater cieszy się, że zrobił zapas 20 000 plastikowych słomek, gdy nagle u jego bramy staje dziwna istota na rowerze. Okazuje się ona być zmodyfikowaną na kształt kotki umierającą dziewczyną. Z jej wypowiedzi wynika, że zaryzykowała życie, by powiadomić Storma o… sfałszowanym obrazie Bruegla, który niedługo pojawi się na aukcji.
Gdy czytelnik po raz pierwszy zapoznaje się z tomem Pilipiuka, prawdopodobnie będzie się dość dobrze bawił, czytając napisane prostym, przyjemnym językiem historie. Jednak nie wiadomo, czy je zapamięta na dłużej. Jeśli ktoś nie jest zagorzałym fanem pióra Pilipiuka, kolejne opowiadania, przypominające poprzednie stylem, nastrojem itp. mogą wydać się nieco nużące. Wydają się zresztą zbyt długie i przegadane. Trochę daje się we znaki brak puent, czy większych zaskoczeń w niektórych historiach. Jednak pisarz ma oddaną rzeszę wielbicieli, istnieje nawet oficjalny fanklub, dla którego członków każdy nowy tom to czytelnicza uczta. Zapewne tak będzie i z tym zbiorem.
Trzeba przyznać, że wziąć do ręki książkę Czasy, które nadejdą to sama przyjemność – przemyślana szata graficzna, dopracowana okładka, poręczna wielkość, zintegrowana tasiemka do zakładania stron. Wewnątrz książki znajdziemy kilka rysunków Pawła Zaręby w nieco niepokojącym stylu. Może nie do końca wszystkie dokładnie korespondują z treścią danego opowiadania, ale stanowią niewątpliwie plus.
Podsumowując, ten tom opowiadań polecam osobom, które chcą spędzić w luźnej atmosferze kilka godzin, przy okazji być może dowiadując się różnych ciekawych „smaczków” z dziedziny historii.
Iwona Radomska
(iwona.radomska@dlalejdis.pl)
Andrzej Pilipiuk, „Czasy, które nadejdą”, Fabryka Słów, Warszawa 2024.
Komentarze