„Czekoladowe rendez-vous” – recenzja

Recenzja książki „Czekoladowe rendez-vous”.
Podobno miłość przychodzi do nas w najmniej spodziewanym momencie, wtedy gdy jej w ogóle nie szukamy. Tak właśnie było w przypadku bohaterów powieści „Czekoladowe randez-vous”.

Spotkali się przypadkiem, a połączyła ich miłość do słodyczy. Majka i Robert poznali się na targach czekolady i od razu między nimi zaiskrzyło. Jednak los chciał, że uczucie dopadło ich niespodziewanie, kilka dni po pamiętnym spotkaniu. Jak się okazuje, tajemniczy niebieskooki mężczyzna jest właścicielem kawiarni, do której często po pracy zagląda Majka. Od tego momentu, dwoje bohaterów są nierozłączni, do tego stopnia, że kobieta postanowiła pomagać Robertowi w prowadzeniu kawiarenki. Nie są to jednak jedyni bohaterowie powieści. Pojawia się wiele drugoplanowych postaci, związanych z przeszłością Majki i Roberta. Czasem są to pozytywni ludzie, a czasem ich odwieczni wrogowie. A spotkania z nimi prowadzą do wielu zabawnych sytuacji.

Nie jest powiedziane, ile lat ma Majka w chwili poznania Roberta, jednak w sposób jaki została omotana przez tego mężczyznę, wzbudza podziw. Jak dla mnie to zbyt łatwo dała się uwieść tajemniczemu facetowi na targach czekolady, który od razu, gdy ją zobaczył, pobiegł po prezent w postaci czekoladowej figurki i róży, którą zawsze trzymał pod ręką… Może jestem zbyt sceptycznie nastawiona, ale facet, który ma zawsze przy sobie kwiat wydaje się co najmniej podejrzany. Bo gdyby nie spotkał Majki, zapewne wręczyłby innej kobiecie swój podarunek. No cóż, może i nastolatka mogłaby się na to skusić, ale nie wiem, czy dorosłej kobiecie wypada być tak naiwną. Za bardzo pachnie mi desperacją. Swoją drogą zastanawiające jest to, iż mimo tego, że Majka często przebywała w tamtej kawiarence, nigdy wcześniej nie zwróciła uwagi na Roberta.

Mimo tego, że książka jest optymistyczna i napawa nadzieją, czytałam ją z niechęcią. Proste zdania, nieskomplikowane słownictwo, dialogi rodem z latynoskich telenowel i jednostajna fabuła powodowały, że prawie usnęłam z nudów. Nadmiar czekolady i lukru spowodował u mnie nudności, a niekiedy nawet odruch wymiotny. Lubię słodkości, ale nie w takich ilościach na raz. Jedyne, co zachęciło mnie do lektury tej książki to tytuł oraz okładka. Jest to literacki debiut Ewy Sosnowskiej, co niestety widać w każdym zdaniu. Jeśli ktoś nie boi się przedawkować słodyczy w postaci powieści Ewy Sosnowskiej, może śmiało sięgnąć po „Czekoladowe rendez-vous”.

Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)

Ewa Sosnowska, „Czekoladowe rendez-vous”, Novae Res, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat