„Czerwień królewskiej krwi” - recenzja

Recenzja książki „Czerwień królewskiej krwi”.
Jaki los czeka tych, którzy knują na dworze królewskim?

„Jeśli znajdziesz ten list, to znaczy, że nie żyję, a ty zajęłaś moje miejsce. Wiem, że mogę ci zaufać tak, jak nie mogłem zaufać nikomu z mojego otoczenia. A jeśli nie żyję, to dlatego, że padłem ofiarą morderstwa” – w ten oto sposób zaczyna się list od króla, który jest wstępem do największej zagadki na dworze królewskim.

Ruby służy na dworze króla, odkąd pamięta. Swojego sprytu do tej pory używała głównie podczas potajemnych rozgrywek w szachy. Teraz wszystko się zmienia. Przed śmiercią król osobiście wskazał dziewczynę na swoją następczynię. Dlaczego ją, skoro królestwu nie brakuje prawowitych dziedziców przygotowywanych do tej roli od lat? Dziewczyna jest zmuszona wziąć udział w intrygach i wyścigu po koronę. Tylko, czy naprawdę tego nie chce?

Czworo dzieci i matka wdowa. Wszyscy liczą, że otrzymają dziedzictwo, tak się jednak nie dzieje. Tak, wciąż piszę o książce „Czerwień królewskiej krwi”. Jeśli komuś opis przywołuje na myśl popularną serię „The Inheritance Games”, ale w bardziej nadwornym stylu, to wszystko w porządku. Prawdopodobnie każdy, kto zna powieści Jennifer Lynn Barnes, będzie miał to samo skojarzenie. W dodatku sam tytuł przypomina inną powieść – „Czerwoną Królową” Victorii Aveyard. Przez to prawie przeszłam obojętnie wobec tej książki. Na szczęście, prawie! Dlaczego warto sięgnąć po coś, co brzmi wtórnie?

Po pierwsze jest to jednotomówka idealna na weekend. Pod warunkiem że nie przeczytacie jej w jeden dzień, bo historia wciąga niesamowicie, a całość czyta się błyskawicznie. Intrygi, zagadki, plot twisty, jest tu wszystko, by porwać czytelnika. Nawet najdrobniejsze elementy w historii zostały bardzo przemyślane, co pozytywnie wpływa na odbiór.

W książce pojawia się dużo znanych i lubianych motywów. Na przykład klasyczne enemies to lovers (czy tylko ja uważam, że jest to znacznie ciekawsze niż friends to lovers?). W tym przypadku chemia między bohaterami jest idealna. Oczywiście nie jest to obszerna powieść i brakowało miejsca na stworzenie czegoś głębszego, ale nie wiem, czy da się zrobić to dużo lepiej w tak krótkiej i intensywnej powieści.

Niejednokrotnie widziałam w internecie przyporządkowanie książki do gatunku fantasy. Ciężko mi mówić w tym przypadku o powieści fantastycznej, bo nawet o stworzonym świecie nie dowiadujemy się za dużo. Autorka nie skupia się nadmiernie na opisie krainy. Nie wiemy, kiedy dzieje się akcja, ani jakiego rodzaju jest to świat. Żadnej magii na dworze też nie znajdziecie! Za to można znaleźć zagadkę kryminalną, do której rozwiązania bohaterka dojdzie (klasycznie!) po nitce do kłębka, jest też trochę romansu, dużo dialogów, wartka akcja i spójna historia, która mnie kupiła.

Żeby nie było zbyt kolorowo, wspomnę, że z początku opowieść trochę mi się nie kleiła. Ruby oraz pozostali bohaterowie zbyt łatwo zaakceptowali nowy los. Na dworze wydarzyło się coś nieprawdopodobnego! Fabuła pędzi w szybkim tempie, po kilku rozdziałach nikt zdaje się nie pamiętać, w jakim miejscu był wcześniej.

Niczego mi nie brakowało w tej książce, może poza dodatkowymi stronami. Historię mogę polecić śmiało wszystkim: fanom nieoczywistych kryminałów, miłośnikom dworskich opowieści, czytelnikom young adult i tym którzy szukają jednotomowych przygód. Nieważne, do której kategorii się zaliczacie, sięgnijcie po „Czerwień królewskiej krwi”!

Emilia Ogrodzińska

Elizabeth Hart, „Czerwień królewskiej krwi”, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat