Przyszedł czas na czwarty, a zarazem ostatni tom serii „Cztery żywioły” z Saszą Załuską. Główna bohaterka wiele przeszła i bardzo się zmieniła od pierwszej części. Tym razem przyszło jej odzyskać córkę, która zostaje uprowadzona. Kojarzy się trochę z jednym, sławnym filmem? Tutaj też sprawcy są nieznani, a policja rozkłada tylko ręce, ponieważ nie wie jak odzyskać dziewczynę. Sasza bierze sprawy w swoje ręce. Doświadczenie i spryt pozwalają jej odkryć, że porwanie związane jest z tajemniczym, a zarazem niewyjaśnionym samobójstwem jej byłego przełożonego. Mężczyzna miał pseudonim Dziadek i był oficerem wywiadu. Posiadał tajne dokumenty, które są bardzo ważne dla toczącej się sprawy. Zagrażają sferze politycznej, ale także mafii. Tylko gdzie się podziały? Wszyscy ich szukają, nawet służby specjalne. Porywacze córki zmuszają Załuską do ich poszukiwań. Przecież dla własnego dziecka zrobi się wszystko. I właśnie od tego zaczyna się spirala szaleństwa. Czy Sasza uratuje córkę? Kim są porywacze? Kto pierwszy położy ręce na tajnych dokumentach?
Aż łezka w oku się kręci, że to już koniec. Mimo ze miałam z serią lepsze i gorsze chwile, to czasu wspólnie spędzonego nie uważam za stracony. Autorka w tej części przeszła samą siebie. Akcja jest wartka i co chwilę coś się dzieje. Wszystkie wątki zostały domknięte, a zakończenie to istna petarda. W tekście pojawia się wiele niewiadomych. Twórczyni co chwile gra czytelnikowi na nosie. Kiedy już myślałam, że wiem jak wszystko się potoczy, pojawiał się zwrot akcji, a ja od nowa musiałam się odnaleźć. Istny labirynt z wieloma ślepo zakończonymi alejkami.
Ten tom opiera się na dobrze znanych schematach. Mimo że pojawia się akcja, to nie zabrakło opisów oraz rozbierania motywów sprawców na czynniki pierwsze. Pani Katarzyna znowu przedstawiła czytelnikowi pełny wgląd w głowę wszystkich bohaterów – dobrych i złych. Wiele osób tego nie lubi, ponieważ nie na tym ma opierać się rasowy kryminał. Mnie też to czasem uwiera. Człowiek spodziewa się czegoś innego, ale jeśli odłożyć na bok utarte ramy (nie sugerować się nazwą gatunku) przy „Czerwonym pająku” można dobrze spędzić wiele godzin. Oczywiście ta część, to równie wielkie tomiszcze, jak poprzednicy.
Niestety plus może stać się również minusem. Złożoność fabuły czasem gubi podczas czytania. Niejednokrotnie miałam ochotę zrobić sobie mapę, bo już nie wiedziałam, gdzie jestem i co dana postać ma na myśli. Jeśli jednak rozpracuje się schemat, czytanie to istna przyjemność.
„Czerwony pająk” idealnie wkomponował się w całość. Jeśli ktoś lubi styl pisania Katarzyny Bondy – nie zawiedzie się. Zakończenie jest zaskakujące oraz na dłużej zostaje w głowie. Przeciwnicy mogą być rozczarowani, ponieważ autorka nie zmieniła swojego stylu pisania i na próżno będą szukać innych rozwiązań. Uważam, że jest to bardzo dobre zwieńczenie czterech książek. Chyba nie mogłoby by być lepiej. Ostatni tom to szpiegowska uczta dla oczu.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Katarzyna Bonda, Czerwony pająk, Wydawnictwo Muza, Warszawa, 2018
Komentarze