Człowiek wilkowi potworem

Recenzja książki Wilczy miot.
„Wilczy miot” to zdecydowanie nie lektura dla wrażliwych. Swann ani trochę nie oszczędza dziewczyny. Choć nie lubię idealnych bohaterów, którzy z każdego starcia wychodzą cali i wystarczy, że otrzepią kurz z butów i już są jak nowi, to tu niejednokrotnie modliłam się w duchu o to, by autor choć trochę oszczędził Lilę. Bo dziewczyna naprawdę przyjmuje ciężkie baty...



Kiedy skończyłam czytać „Wilczy miot” Stevena Adrew Swann’a, a tak naprawdę Stevena Swinarskiego, zaczęłam się zastanawiać, czy jest świadomy swoich polskich korzeni. Czy dlatego zainteresował go właśnie okres krzyżackiego podboju Prus? W takim razie jak inaczej udałoby mu się stworzyć świetną powieść przygodową w iście słowiańskim duchu?

Główna bohaterka Lila to wilkołaczka, której zdecydowanie nie poszczęściło się w życiu. Wraz z dziewiątką rodzeństwa została znaleziona przez sadystycznego krzyżowca Seymona, który zabił ich matkę. Traktowana jak bezduszne zwierzę, od zawsze trzymana w klatce, tresowana, a nie wychowywana, uczona bezwzględnego posłuszeństwa, za którego brak karano ją tak dotkliwie, żeby drżała na samą myśl o popełnieniu jakiegokolwiek przewinienia. Żeby uciec od Seymona, postanowiła być najlepsza w krwawym fachu i już jako dziewięciolatka masakrowała całe pogańskie wioski w służbie zakonu, pod okiem komtura krajowego Erharda. Wreszcie dręczona wspomnieniami krzywdy, która wyrządziła przed laty, postanawia uciec. Wkrótce okazuje się, że nie mogła wybrać lepszego momentu – papiestwo, które wcześniej bez wyrzutów sumienia wykorzystywało ją w walce, właśnie skazało ją na śmierć.

Dla każdego, kto w sercu pielęgnuje niechęć do Krzyżowców, „Wilczy miot” bez wątpienia dostarczy nowych powodów, aby ich nienawidzić. Szkoda jednak, że autor traktuje historyczne okoliczności nieco pobieżnie. Dla nas Polaków historia o złych zakonnikach spod znaku krzyża, to chleb powszedni, bo w końcu „Krzyżaków” Sienkiewicza zna prawie każdy, nawet jeśli nie z książki, to z filmu Aleksandra Forda. Nie ukrywam – jestem wielką fanką fabularyzacji historycznych i tu, niestety, odczuwam spory niedosyt, co do realiów i kontekstu epoki. Bo choć fabuła bardzo mi się podoba, myślę, że nie zaszkodziłoby jej takie spowolnienie akcji.

Nie ma, co się oszukiwać, nie jest to arcydzieło pod względem literackim, ale można to autorowi spokojnie wybaczyć, bo w pewnym momencie książka wciąga tak bardzo, że już właściwie nie zwraca się uwagi na styl. Właściwie jedyna rzecz, która mi się nie podobała w „Wilczym miocie”, to pewien brak spójności, jak choćby to, że Lila w końcu decyduje się uciec tak późno i to przez złe wspomnienia z wiązane ze zdobyciem Mejdânu, a nie dlatego, jak jest traktowana.

To zdecydowanie mocna książka i odradzam ją wrażliwym czytelnikom. Bo to, co najstraszniejsze w tej książce, to nie „potwór”, w którego zmienia się Lila, ale ludzie określający ja tym mianem. Trudno powiedzieć, że „dobrze się bawiłam” w trakcie lektury, bo zabawnych momentów raczej tu nie znajdziemy, ale polecam „Wilczy miot”, zwłaszcza tym, którzy nie lubią cukierkowych bohaterów.

Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)

S. A. Swann, „Wilczy miot”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat