Isabela Silverano na kartach powieści „Cztery strony świata” zabrała mnie w nostalgiczną, ciepłą, niezwykłą i barwną podróż — nie tylko w życie bohaterów, ale i w głąb samej siebie.
Trzech przystojnych mężczyzn spotyka się przypadkiem w niewielkim motelu. Każdy pochodzi z innego zakątka świata, ma inny charakter i sposób bycia. Łączy ich jednak to, że od czegoś uciekają — od zawodów miłosnych, trudności, monotonii codzienności. Jest także ona — Sam, piękna i niezwykła kobieta, która czuje, że jej serce już nigdy nie będzie biło w rytmie czyjegoś serca. Cichy Zakątek okazuje się miejscem, gdzie można złapać oddech, znaleźć nowych przyjaciół, odpocząć, porozmawiać, a może nawet zatrzeć trudne wspomnienia. To wszystko dzięki uroczemu małżeństwu — Geraldowi i Rose — którzy z sercem prowadzą ten wyjątkowy motel. Sam odkrywa tutaj coś więcej niż tylko przyjaźń. Dziewczyna będzie musiała stanąć przed trudnymi wyborami, podjąć decyzje, które mogą zaważyć na całym jej życiu. Co wybierze? Miłość, przyjaźń, a może samą siebie? Czy jej decyzja będzie słuszna i dokąd ją zaprowadzi?
Ta historia jest jak miękki sweter — otula i daje poczucie ciepła. Może czasem wydaje się nieco naiwna, może miejscami przerysowana, może chwilami trochę irytująca, ale wydaje mi się, że o to właśnie chodzi. Każdy z nas ma swoje rany, problemy, przeszłość — nie zawsze łatwą — i każdy z nas pragnie znaleźć swoje miejsce na ziemi. Miejsce, w którym poczujemy się bezpiecznie, stabilnie, gdzie zwykłe dni będą miały w sobie coś niezwykłego. Cichy Zakątek jest właśnie takim miejscem.
Sama chętnie wybrałabym się tam — gdyby nie to, że to magiczne miejsce istnieje tylko na kartach książki. Oderwać się od codzienności, spotkać mądrą życiowo Rose, odbyć z nią kilka ważnych rozmów, poznać nowych przyjaciół... a może się zakochać? Nie ma lepszego miejsca, by to wszystko przeżyć.
Polubiłam obie postacie kobiece. Sam i Rose zdobyły z łatwością moje serce. Autorka wykreowała je na wyjątkowe, mądre, cudowne kobiety, na pewno lekko wyidealizowane, ale myślę, że miała w tym swój cel. Do gustu przypadli mi również męscy bohaterowie. Łatwo było poczuć z nimi więź.
Książka nie jest podzielona na krótkie rozdziały, ale czyta się ją błyskawicznie — wciąga, intryguje. Jej niewielka objętość sprawiła, że połknęłam ją w jeden deszczowy wieczór. Przepadłam w tej historii. Nie mam uwag co do stylu czy języka, którym posługuje się Silverano. Jest dużo dialogów, niewiele opisów. Fabuła płynie właściwym nurtem.
Uważam, że „Cztery strony świata” to naprawdę udany debiut literacki! Treść, kreacja bohaterów i fabuła zasługują na bardzo wysoką ocenę. Jeśli Isabela Silverano potrafi stworzyć świat, do którego chciałabym wejść, zatrzymać się na chwilę i po prostu w nim być, to dla mnie jest to jasny sygnał. Autorka zasługuje na najwyższe noty za pomysłowość i umiejętność budowania cudownej, literackiej rzeczywistości. Gratuluję! I czekam na więcej.
Elżbieta Kaźmierowska
(elzbieta.kazmierowska@dlalejdis.pl)
Isabela Silverano, „Cztery strony świata”, Novae Res, Gdynia, 2025.
Komentarze