Jak to bywa u Irvinga wszystko toczy się w tonie absurdu, dziwacznych historii i niepoprawnych skojarzeń. Z właściwą sobie ironią dobiera fakty tak, by się zgadzały i przeczyły.
Pewien nowojorski dziennikarz, Patrick, staje się nagle „facetem od lwów”. Jego życie wygląda całkiem ciekawie, jest przystojny, ma powodzenie u płci przeciwnej, co często i chętnie wykorzystuje. Do czasu.
Podczas transmisji w indyjskim cyrku wygłodniały lew odgryza mu dłoń. Od tej pory nagranie staje się bardzo popularne, a jego „kariera”, trwa nadal. Ludzie chcą znać dalszą część historii, jak Patrick żyje bez ręki. Równolegle zostają przedstawione, oczywiście z właściwym humorem charakterystycznym dla Irvinga, rodzinne problemy wybitego chirurga. Pomimo sławy i umiejętności, doktor Zajac nie radzi sobie z codziennością, a właściwie radzi - żyje w zgodzie ze swoimi natręctwami. I tu byłby koniec historii, kiedy wybitny chirurg może przeszczepić rękę kalekiemu prezenterowi. Sprawa jednak nie jest prosta, bo dawca żyje, chociaż jego żona zapewnia, że będzie idealnym dawcą.
Przygodę z twórczością Irvinga polecam rozpocząć oczywiście od „Świata według Garpa”, gdzie można zobaczyć cały wachlarz umiejętności amerykańskiego autora.
Pod irvingowską lupę w „Czwartej ręce"- trafiają także media, goniące za sensacją, gdzie Patrick z przystojnego dziennikarza staje się chętnie pokazywaną ciekawostką.
Czytelnicy, którzy poznali inne historie stworzone przez Johna Irvinga, oczekują absurdu, dziwaczności, ironii, czasem brutalności, zboczeństw, a także smutku i śmiechu. Wszystko można znaleźć w „Czwartej ręce”. Niewątpliwie za słowami, mnóstwem drobnych szczegółów, stoi przesada, obscena i farsa. Rzecz tylko dla wytrawnego wielbiciela specyficznego humoru.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
John Irving, Czwarta ręka, 2017, Prószyński i S-ka, Warszawa.
Komentarze