Dlaczego niektóre powieści są elektryzujące, a inne stanowią tylko ich żałosny substytut? Dlaczego, gdy jedne czytamy z zapartym tchem, inne nas nużą? Trudno jednoznacznie wskazać, co takiego musi mieć w sobie publikacja, by wzbudziła zachwyt czytelników. Jedno jest pewne, jej autor musi mieć to „coś”, co możemy nazwać darem.
Nie ma większego znaczenia, czy dana książka to lektura z górnej półki dla intelektualnych wybrańców, powieść o realiach życia dla wymagających, czy też tanie romansidło. Każdy z tych gatunków, wymaga od swego twórcy polotu i mistrzostwa w docieraniu do czytelnika. A taki dar posiada niewątpliwie Jodi Picoult.
Jej powieści są zaskakujące, choć tematy zaczerpnięte są z życia codziennego. Mistrzowsko ukazane emocje, pozwalają nam wczuć się w role bohaterów i z ich pozycji, postrzegać te same historie. Twórczość Jodi Picoult jest bardzo kobieca i emocjonalna, co powoduje, że nie tylko chętnie po nią sięgamy, lecz i czytamy ją z wielkim zainteresowaniem. Autorka lubi bowiem nieszablonowe i nieprzewidywalne zdarzenia, których zakończenia nie umiemy przewidzieć. Nie daje prostych rozwiązań, każąc nam podróżować krętymi ścieżkami, by dotrzeć do szczęśliwego finału.
„Tam gdzie ty” to zawiła opowieść o dążeniu do szczęścia. Zoe i Max, przez dziesięć lat trwania małżeństwa, starają się o dziecko. Niestety, każda z prób, kończy się niepomyślnie, co sprawia, że oddalają się od siebie i w konsekwencji rozwodzą. Zoe, muzykoterapeutka, odnajduje szczęście przy boku kobiety, Vanessy, zdeklarowanej lesbijki. Max, ogrodnik, za namową religijnego brata, postanawia walczyć ze swym uzależnieniem od alkoholu i szuka pocieszenia w kościele. I kiedy zdawać by się mogło, że oboje odnaleźli swe miejsce na ziemi, rozpoczynają zagorzałą walkę o trzy zamrożone zarodki, ich wspólne dzieci. Każde z nich robi to z innych pobudek i nie wiadomo, kto ma większe prawo do szczęścia bycia rodzicem?
Jodi Picoult konsekwentnie serwuje nam przegląd największych bolączek współczesnego świata. Nie idąc na łatwiznę, dobiera takie tematy, które wielokrotnie są roztrząsane na łamach mediów. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że stawia przed nami niełatwe pytania, wobec których chcąc, nie chcąc, musimy zająć jakieś stanowisko. Związki lesbijek dążące do prawa wychowywania dzieci, zabiegi in vitro, nietolerancja dla wszelkiej inności, rola kościoła w życiu człowieka, a także homofobia szerząca się głównie dzięki „religijnym” wyznawcom. Z takimi problemami przychodzi zmierzyć się bohaterom „Tam gdzie ty”, a także nam samym.
Zastosowanie potrójnej narracji, chętnie wykorzystywanej już przez pisarkę we wcześniejszych publikacjach, daje nam możliwość wglądu w myśli, serca i umysły postaci wykreowanych przez Picoult. Co niekoniecznie ułatwia nam znalezienie odpowiedzi na pytanie, które z nich ma większe prawo do szczęścia?
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Jodi Picoult, „Tam gdzie ty”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze