Jodi Picoult ma na swoim koncie ponad dwadzieścia książek. Wydaje je niezmiennie co rok, choć ostatnie dwa lata obfitują w większą moc twórczą. Wielbiciele talentu autorki z pewnością, są tym faktem zachwyceni.
„Głos serca” to pierwsza powieść autorki (1992r.). Cofamy się do początków jej twórczości. Polski tytuł nie jest tak dobry i wymowny jak oryginał („Songs of The Humpback Whale”), ale najważniejsze, że odzwierciedla sens powieści. Nieomal każda z jej książek stawia przed bohaterami trudności, które choć znamy z życia codziennego, nieodłącznie prowokują nas do przemyśleń i wątpliwości.
Jane, bohaterka „Głosu serca”, to nieszczęśliwa żona i matka, której dzieciństwo pełne przemocy i molestowania, ma ogromny wpływ na dorosłe życie. Rozgoryczona małżeństwem, z egoistycznym pracoholikiem Oliverem, po kolejnej kłótni postanawia uciec wraz z córką Rebeką do swego ukochanego brata. Podróż przez kraj jest czasem zbliżenia z dzieckiem, a przybycie na farmę wydaje jej się najlepszą inicjatywą w życiu. Nawiązuje niespotykaną więź z Samem, szefem jej brata, nie przeczuwając, że zarówno ta znajomość, jak i cała podróż, okaże się być tragiczna w skutkach. Czy Jane ma prawo do szczęścia, czy jest na to już za późno?
Pomimo tego, że dobrze czytało mi się powieść „Songs of The Humpback Whale”, nie chwyciła mnie ona za serce. Choć książka jest ciekawa, stawia trudne pytania oraz nie kończy się szablonowo, to jednak znając większość powieści Picoult, wiem, że stać ją na większe emocje. Takie swoiste „wsadzenie kija w mrowisko”, odnajdziemy już w kolejnej książce „Linia życia” z 1993 r., które jest innowacyjnym podejściem do tego samego tematu, czyli szczęścia kobiety jako żony i matki.
Być może czytając „Głos serca” dwadzieścia lat temu, byłabym zagorzałą fanką książki, uznając ją za niezwykłe odkrycie. Z perspektywy tylu lat, mając wgląd w bibliografię pisarki oraz widząc jej ewolucję, uważam, że warto sięgnąć po książki z ostatnich lat, takie jak „Tam gdzie ty”, czy „Przemiana”, bo to one właśnie dostarczą nam największych emocji. Są zdecydowanie ciekawsze, co kuriozalnie pokazuje, że pisarz może stawać się coraz lepszy, nie wpadając w schematyzm oraz nie osiadając na laurach.
To, co najbardziej cenię u Picoult, to szansa spojrzenia na ten sam problem z perspektywy kilku osób (dzięki wieloosobowej narracji), nieszablonowe i naprawdę trudne do przewidzenia zakończenia oraz to, że jej bohaterowie są niedoskonali, dzięki czemu łatwiej nam się z nimi utożsamić i uwierzyć w ich rozterki.
Jodi Picoult jest mistrzynią w docieraniu do czytelnika. Jej niezwykły dar prostoty wypowiedzi sprawia, że choć niektórzy uznają, że jej twórczości daleko do intelektualnych wyżyn dla koneserów, to jednak muszą przyznać, że w powieściach dla kobiet jest niezrównana.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Jodi Picoult, „Głos serca”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze