Czy można bezkarnie zajrzeć w umysł seryjnego mordercy?

Recenzja książki "Syreni śpiew".
„Syreni śpiew” jest zajmującą lekturą, trzymającą w napięciu i nieprzewidywalną. Tak jak na dobry thriller przystało.

Val McDermid „Syrenim śpiewem” rozpoczyna cykl powieści, w których psycholog Tony Hill wraz z detektyw Carol Jordan, stykają się z najgroźniejszymi przestępcami. Na pewno wiele osób, które przeczytały „Gorączkę”, sięgnie po jej poprzedniczkę, która choć również interesująca, to jednak wypada przy niej blado. Być może wynika to z tego, że „Syreni śpiew” powstał szesnaście lat temu i nie jest tak przesycony nowinkami technologicznymi, jakich wymagają współcześni czytelnicy.

Nie zmienia to faktu, że „Syreni śpiew” jest zajmującą lekturą, trzymającą w napięciu i nieprzewidywalną. Tak jak na dobry thriller przystało. Mamy tu mordercę niezwykle skomplikowanego osobowościowo, który porywa mężczyzn i torturuje ich w wyrafinowany sposób, zaczerpnięty z czasów inkwizycji. Na pomoc bradfieldzkiej policji, w której pracuje detektyw Carol Jordan, przybywa profiler Tony Hill, którego zadaniem jest sprecyzowanie, kim może być morderca. On sam może jednak nie oszacować właściwie zagrożenia i stać się kolejną ofiarą szalonego psychopaty.

Niestety, paradoksalnie to właśnie jeden z czołowych bohaterów, Tony Hill, staje się momentami słabym punktem serii. Facet, który ma sprostać roli inteligentnego gościa i fachowca w swojej dziedzinie, potrafiącego wejść w umysły najgorszych dewiantów, okazuje się być pokaleczonym przez życie impotentem. Autorka, która zbyt komplikuje jego życie, choć nadaje mu przez to więcej cech zwykłego człowieka, pozbawia go aury, otaczającej nieustraszonego gościa, bohatera. O jego pogmatwanej przeszłości, będziemy dowiadywać się z kolejnych części, które odsłaniać będą jego dość pokręconą naturę.

Drugim aspektem, który niekorzystnie wpływa na odbiór powieści, jest źle poprowadzone tempo akcji. Zbytnie rozciągnięcie pierwszego etapu książki, przy jednoczesnym niedopracowaniu zakończenia, które odbyło się w tempie ekspresowym, sprawia, że czytelnik może czuć niedosyt. Skumulowanie tempa w niewłaściwych miejscach oraz zbyt szybkie i pospieszne rozwiązanie zagadki na kilku ostatnich stronach, nie pozwala nam w pełni delektować się powieścią.

„Syreni śpiew”, tak samo, jak inne książki, nie uniknie krytycznych opinii. Zawsze znajdzie się coś, co mogłoby być lepiej zrobione. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to zapowiedź serii, która znajdzie swoich fanów, bo jest po prostu dobra. Barwna, zarówno pod względem opisanych postaci, jak i wyrafinowanych morderstw, pozwala nam podglądać świat policji i ich metody działania w obliczu wielokrotnych morderstw. Napisana wiele lat temu, potrafi zaciekawić czytelnika współczesnego, choć ma on dużo większe wymagania, niż szesnaście lat temu. Wiemy też, że kolejne powieści przyniosą mnóstwo nowinek technologicznych, które dodatkowo zadowolą niejednego miłośnika thrillerów psychologicznych. Jedno jest pewne, Val McDermid wie, jak pisać dobre kryminały i jej kunszt z roku na rok, staje się coraz bardziej finezyjny.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Val McDermid, „Syreni śpiew”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat