Czy można spotkać miłość na skrzyżowaniu?

Recenzja książki „Miłosne kolizje”.
Wypadki drogowe (w ilości sztuk: trzy) oraz śluby, dwa niedoszłe i jeden całkiem udany – oto wydarzenia...

na kanwie których Michalina Kłosińska-Moeda konstruuje fabułę swojej najnowszej książki „Miłosne kolizje”.

Po samym choćby tytule oczekiwać można zwrotów akcji, zaskakujących wydarzeń, może odrobiny dreszczyku? Niestety, czasem nie należy oceniać książki po okładce. Ani po tytule, ale od początku…

Malwina, główna bohaterka „Miłosnych kolizji”, to rodowita warszawianka, pracująca w Muzeum Literatury Warszawskiej (uwaga – to nie to samo miejsce, co warszawskie Muzeum Literatury, czego autorka nie omieszkała kilkukrotnie podkreślić!), od czasu do czasu jeżdżąca leciwą Felutką. I właśnie od tej Felutki, wiekowej Skody, zaczyna się cała historia – dokładniej rzecz ujmując, od drobnej stłuczki na skrzyżowaniu. W tych odrobinę niefortunnych okolicznościach Malwina poznaje Roberta, ujmującego, przystojnego, szarmanckiego architekta, który zupełnym przypadkiem jest obrzydliwie bogaty (czego Malwinka jeszcze nie wie). Nie ma się czemu dziwić, przecież jest spadkobiercą hiszpańskiej arystokracji…

W tym momencie Robert mógłby wyznać, że zakochał się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia, jak to w książkach bywa, tylko, że jest jeden, mały, brudny problem. Dokładniej – Szymon Brudny, nauczyciel historii, narzeczony bohaterki, dybiący na jej mieszkanie i konto bankowe (tego Malwina też jest nieświadoma). Szymon wypada przy samozwańczym księciu z bajki delikatnie mówiąc blado, dlatego Malwina zaczyna mieć wątpliwości, czy decyzja o przyjęciu pierścionka była słuszna. W tym momencie do akcji wkracza przeznaczenie w osobie sprytnej cioci Wiesi, które to stara się o kolejne spotkanie Roberta i Malwiny, a potem zaciera rączki, gdy dziewczyna zmienia miejsce pracy na agencję „Dobra Robota”, należącą do architekta i jego przyjaciela, nieświadomie rozkochując w sobie pana Lisowskiego do cna. W końcu jak to brzmi – Malwina Brudna?! Nie, ciotka Wiesia do tego nie dopuści! A to, że trzeba będzie przy tym postawić się przyjaciółce Steni, radiomaryjnej sąsiadce… No, to już trzeba wpisać w poczet ryzyka zawodowego. Porwanie też, bo wynikają z niego same dobre skutki…

Gdybym znalazła książce „Miłosne kolizje” chociaż jedno, małe zawirowanie, jakiś nieoczekiwany zwrot akcji, jakąś bardziej skomplikowaną intrygę – byłabym naprawdę zadowolona. Niestety, wbrew tytułowi, powieść jest bardzo przewidywalna – każdy, kto miał choć raz do czynienia z klasyczną komedią romantyczną, bez pudła przewidzi zakończenie „Miłosnych kolizji”. Gdyby to chociaż była pozycja napisana z polotem, błyskiem, bogatym językiem… Nie, niestety, prostota działa w tym przypadku na niekorzyść. Momentami odnosiłam wrażenie, że książka ta wyszła spod pióra przeciętnie uzdolnionej licealistki – no bo ileż razy można powtórzyć, że oczy bohatera są czekoladowe?! Nie ma już innych epitetów na określenie tego koloru tęczówki?

Na plus chciałabym móc zaliczyć klamrową kompozycję, spójność treści – niestety, tym również nie do końca może szczycić się ta pozycja: w główny nurt akcji wplecionych zostaje sporo wątków pobocznych. To oczywiście byłoby świetne, gdyby tematy te zostały odpowiednio rozwinięte – choćby historię Mamowa należałoby pogłębić, uzupełnić, a nie musnąć ją tylko na zakończenie, zwłaszcza, że książka liczy zaledwie (a może w tym przypadku to i dobrze…) 224 strony i rozbudowanie kilku motywów, a pominięcie choćby przydługich wynurzeń na temat rodziny, nie uczyniłoby z tej powieści klingi nie do przełknięcia.

Jeśli poszukujecie bardzo lekkiej, dosłownie i w przenośni, książki do zabrania choćby na plażę – trafiłyście doskonale, jednak nie oczekujcie literackich uniesień.

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

Michalina Kłosińska-Moeda, „Miłosne kolizje”, Replika 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat