Czy teściowa zawsze musi być zła?

Recenzja książki "Dom cudzych marzeń".
„Dom cudzych marzeń”, to opowieść o konflikcie starym jak świat. Z pozoru zakrawająca na banalną historię książka, okazuje się być zaskakującą relacją z życia teściowej i synowej.

Choć konflikt odwieczny i mocno już przez pisarzy wyeksploatowany, to powieść Philippy Gregory pozostaje niebanalna. Dzięki ciekawym i niejednoznacznym postaciom, oraz trudnemu do zdefiniowania zakończeniu, „Dom cudzych marzeń”, okazuje się być zaskakującą lekturą.

Ruth i Elizabeth to dwie skrajnie różne osobowości. Jedna to teściowa, idealna matka i żona, obsesyjnie lubiąca porządek. Z pozoru nie da się jej zachowaniu zarzucić czegokolwiek, gdybyśmy nie potrafili dostrzec drugiego dna każdego jej czynu, gestu i słowa. Jej umiejętność manipulacji jest mistrzowska i w tym stylu rozegrana. Ruth z kolei to żona, zauroczona swym egoistycznym i zapatrzonym w mamusię mężem, a także młoda matka, nie do końca dająca sobie radę z macierzyństwem. Depresja poporodowa, która ją dopadła, stała się szansą dla teściowej do przejęcia władzy nad życiem nie tylko jej, ale też i dziecka. Walka o prym w rodzinie, a z czasem także o opiekę nad niemowlakiem, stawia te dwie rodziny nad przepaścią i okazuje się być walką na śmierć i życie.

To, co może najbardziej urzekać w powieści, to nieszablonowe postaci. Bohaterki, których zachowanie, słowa i myśli, nie diagnozują ich jednoznacznie i nie skazują na bycie jedynie dobrym lub złym człowiekiem, czynią powieść ciekawszą i mniej przewidywalną. Dużo trudniej jest czytelnikom zająć stanowisko, gdy nie mają „podane na tacy” odpowiedzi, kogo lubić, a kogo potępiać. Każda bowiem z pań, ma swoje wady i zalety i to czyni je ludźmi z krwi i kości.

Philippa Gregory, parająca się głównie powieścią historyczną, potrafi odnaleźć w przeszłości ciekawe postaci, osobowości. Praca nad nimi, pozwala jej zajrzeć w głąb ludzkiej, a przede wszystkim kobiecej psychiki na przestrzeni wieków. Darem autorki jest umiejętność przekazania nam opowieści o stanie ducha i psychiki swoich bohaterek. Konflikt na linii teściowa-synowa, choć nie da się ukryć, że powszechny i często rozpatrywany, tu nie jest dzięki temu, aż tak oczywisty.

„Dom cudzych marzeń” to po trosze historia, jakich wiele. Nie od dziś przecież teściowe walczą z synowymi o pierwsze miejsce w rodzinie. Nie jest też nowością przenoszenie ich marzeń i niespełnionych ambicji na bliskich, co nigdy nie może skończyć się dobrze, dla żadnej ze stron. Są to więc tematy znane i bliskie wielu ludziom.

Zakończenie powieści, z pewnością trudne do przewidzenia, nadaje zupełnie nowy wymiar całej książce. Sprawia, że staje się ona niespodzianką samą w sobie. Choć nie jest to powieść akcji, nie zabraknie w niej chwil trwogi i trzymania w napięciu.

Philippa Gregory doskonale dawkuje emocje, zmuszając nas do niecierpliwego oczekiwania na ciąg dalszy. Oprócz tego, że jest ona królową powieści historycznej, z pewnością można też okrzyknąć ją mistrzynią w kreowaniu ciekawych i niejednoznacznych postaci.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Philippa Gregory, „Dom cudzych marzeń”, Wydawnictwo Książnica, Katowice 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat