Gabriel Michalik podjął się próby stworzenia biografii kogoś, kto był świadkiem zmieniającej się historii teatru, kina i samej Polski. Kogoś, kto żył i tworzył w czasach Zelwerowicza, Bodo, Łomnickiego, Jarzyny i Masłowskiej. Kogoś, to nie bał się czerpać z życia pełnymi garściami, zarówno tego artystycznego, jak i prywatnego.
Trzeba przyznać, że autor zebrał mnóstwo informacji, tworząc swego rodzaju kronikę teatru, kina i samej Polski na przestrzeni ponad stu lat. Jednak nie udało się mu to, co najważniejsze: wyłuskanie z tej wielkiej ilości faktów, anegdotek i dramatycznych wydarzeń tych najistotniejszych dla biografii swojej bohaterki.
Michalik rozpisuje się na wiele stron, poświęcając mnóstwo miejsca na biografie partnerów scenicznych czy też przyjaciółek Danuty Szaflarskiej, jak gdyby w obawie, że zabraknie mu materiału na książkę. Ten sposób tkania opowieści sprawia, że niejednokrotnie bohaterka schodzi na drugi, a nawet na trzeci plan własnej biografii. Autor chyba zdawał sobie jednak sprawę z niedostatków opowieści, ponieważ w tytule położył nacisk także na czas, w którym przyszło żyć Danucie Szaflarskiej. Ale i w takim przypadku jego historia jest także niepełna i sprawia wrażenie pobieżnej próby opowiedzenia o wielu wydarzeniach, gałęziach sztuki i zbyt dużej ilości ludzi.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Michalika przerosło jego dzieło, a próba opowiedzenia życia jednej z najsłynniejszych polskich aktorek, nie powiodła się. Jest w tym życiorysie mnóstwo białych plam, niedopowiedzeń i braku informacji, przykrytych mnóstwem anegdotek, wielokrotnie cytowanych już historyjek, czy też czasami nawet ploteczek. Składa się to w całkiem przyjemną lekturę, ale zdecydowanie nie może być nazwane pełną biografią artystki.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Gabriel Michalik, „Danuta Szaflarska - jej czas”, Agora SA, Warszawa, 2018 r.
Komentarze