Studentka architektury musi unikać patrzenia ludziom prosto w oczy – do czasu, aż poznaje tajemniczego Chrisa, któremu jakimś cudem jej dar nie zagraża.
Nadie odkryła swój dar-przekleństwo w tragicznych okolicznościach – jej ciotka zginęła z rąk mordercy, który krzyżując spojrzenia z dziewczyną obrócił się w popiół. Od tej pory bohaterka musi unikać spojrzeń innych – dla ich własnego bezpieczeństwa. Rozpoczynając studia na Uniwersytecie w Portland ma nadzieję na wymazanie przeszłości i nowy początek, udaje się jej zaprzyjaźnić z Melanie i Nickiem, ale już pierwsze dni w akademiku przynoszą niepokój i dziwne wydarzenia. Pojawienie się Chrisa w życiu Nadie wcale nie ułatwia jej odnalezienia się w nowej rzeczywistości, wręcz przeciwnie – okazuje się, że chłopak jest jedynym człowiekiem na ziemi, któremu może bezpiecznie spojrzeć prosto w oczy. Dzięki niemu Nadie dowiaduje się, skąd wziął się jej dar oraz do czego została „Wybraną”.
Zawsze lubiłam książki z pogranicza fantastyki, określane jako „paranormal romance”, dlatego z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po debiut literacki Doroty Majsterkiewicz – „Dar”. Przyciągnął mnie do tej pozycji nie tylko intrygujący tytuł oraz przynależność do gatunku, ale i niezwykle estetyczna okładka. Niestety, zawartość sprawiła, że moje wszelkie nadzieje rozpłynęły się wraz z pierwszym rozdziałem.
Historia jest do bólu prosta i nieoryginalna. Z podobnym wątkiem paranormalnym spotkałam się już w innych powieściach, w dodatku w nich został on dużo lepiej ujęty. Atut książki to zastosowanie odniesień do greckiej mitologii - interesujące, ale wplecenie ich w fabułę zostało dokonane dość nieumiejętnie. Książce Doroty Majsterkiewicz brakuje głębi - wszystkich bohaterów poznajemy bardzo pobieżnie już w pierwszych rozdziałach, co zupełnie odziera fabułę z tajemnicy i nutki mroku, tak niezbędnej w powieściach fantasy; akcja toczy się błyskawicznie, nie zostawiając żadnego pola dla domysłów czytelnika czy na budowanie napięcia, ponadto brakuje opisów, przemyśleń bohaterów, szczegółów, a i sam warsztat literacki pozostawia niestety wiele do życzenia. Język tego tworu literackiego (który trudno nazwać powieścią…) jest młodzieżowy, ale do tego stopnia uproszczony, że któreś z kolei powtórzenie określenia „mój półbóg” sprawiło, że wręcz odłożyłam książkę na półkę. Rozumiem, że młodzieży trudno zaserwować jest wielowątkową klingę i oczekiwać zachwytów, ale „Dar” jest tak infantylny, że czytelnik bez trudu zauważy oderwanie bohaterów od rzeczywistości – po upływie dwóch dni są najlepszymi przyjaciółmi, Nadie i Chris zakochują się w sobie do szaleństwa, chociaż ich przeznaczenie było inne, wątki poboczne są potraktowane zdawkowo, a ich bohaterowie zupełnie stereotypowo.
Przez całą lekturę czułam, że skądś znam już zastosowane motywy – akcja dzieje się w Portland, chłopak, który kryje w sobie tajemnicę raz przyciąga główną bohaterkę, raz ją odpycha, nawet rozmowy bohaterów wydawały mi się dziwnie znajome. Po krótkich poszukiwaniach w Internecie okazało się, że sama autorka przyznała się do inspirowania się „Zmierzchem” Stephenie Meyer… No cóż, „Dar” obok „Zmierzchu” nie powinien nawet stać na półce. To bardzo słaba pozycja na rynku wydawniczym – zamierzenie i obrany kierunek może byłoby ciekawe, ale nie w takim wykonaniu.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
Dorota Majsterkiewicz, „Dar”, Novae Res, 2015
Komentarze