Sam Bankman-Fried – czy mówi Ci coś to imię i nazwisko? Mnie, aż do sięgnięcia po książkę „Dążąc nieskończoności. Wzlot i upadek króla kryptowalut”, nie mówiły niczego. Co prawda mniej więcej rok temu byłam zaangażowana w oglądanie dokumentów o kryptowalutowych przekrętach – polecam np. „Bitconned” i „Trust No One: The Hunt for the Crypto King”, oba dostępne na Netfliksie – jednak żaden nie został poświęcony temu bohaterowi. A szkoda, bo historia jest jak najbardziej godna ekranizacji.
Za przedstawienie nadzwyczaj skomplikowanej i pełnej odcieni szarości historii Sama Bankmana-Frieda wziął się Michael Lewis, płodny autor zajmujący się w przeszłości m.in. reportażami na temat giełd finansowych, w tym słynnej Wall Street, kryzysów finansowych, hazardu i analityki ludzkich wyborów. Zamiast podążyć najłatwiejszą i zapewne nadal dominującą ścieżką oceniania głównego bohatera jako oszusta i złodzieja, spojrzał na niego jak na człowieka. Dzięki temu ukazał go takim, jakim był, a przynajmniej, jakim dawał się poznać osobom z najbliższego otoczenia. Posiadał wyjątkowy umysł – moim zdaniem miał autyzm, ale autor podkreśla, że nie zgadza się z taką opinią – a także był robotyczny, wizjonerski i idealistyczny. Niestety wszystkie te cechy razem stworzyły mieszankę, w której zabrakło miejsca na myślenie o człowieku, chociaż – o ironio – wszystkie działania były podejmowane na rzecz ludzkości.
Historia Bankmana-Frieda to bynajmniej nie jedyna interesująca rzecz, jaką można znaleźć w książce Lewisa. Dla przykładu: ja po raz pierwszy usłyszałam o ruchu efektywnych altruistów. Cóż za niesamowity wątek! Warta refleksji jest także ewolucja ruchu na przestrzeni lat. Wydało mi się niebywałe, jak grupa osób zainteresowanych maksymalizacją środków finansowych przekazywanych m.in. na szczepionki w Afryce przekształciła się w grono ludzi starających się ocalić ludzkość jako anonimowy całokształt przed potencjalnym buntem sztucznej inteligencji w odległej przyszłości. Aby osiągnąć cel, grupa była gotowa ignorować lub nawet skrzywdzić ludzi tu i teraz. Esencją tego podejścia wydaje się przytoczony w „Dążąc do nieskończoności…” fakt, iż Bankman-Fried był gotów rzucić kością, jeśli dzięki temu ludzkość rozwinęłaby się w niesłychanym tempie, nawet jeśli w przypadku negatywnego wyniku rzutu ludzkość zostałaby unicestwiona.
W mojej ocenie „Dążąc do nieskończoności…” to rewelacyjna książka. W czytanie jej byłam zaangażowana zupełnie jak w lekturę dobrej powieści. Pod tym względem sposób pisania Lewisa przywiódł mi na myśl warsztat Waltera Isaacsona, którego biografia Elona Muska trzymała mnie w napięciu i nie pozwalała się oderwać. Skądinąd porównanie wydaje mi się podwójnie trafne, jako iż także Bankman-Fried przywiódł mi na myśl bohatera Isaacsona – Muska. Obaj mężczyźni są idealistami i wizjonerami. Obaj żyją misją, która w połączeniu z ich charakterem – a także moim zdaniem autyzmem – prowadzi do złych decyzji, trudnych do zrozumienia zachowań i okropnego traktowania ludzi wokół. Wydaje się, iż obaj są wielkimi ludźmi. Po prostu Bankman-Fried potknął się, stojąc na zbyt wysokim stopniu schodów.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Michael Lewis, „Dążąc do nieskończoności. Wzlot i upadek króla kryptowalut”, Zysk i S-ka, Poznań, 2025.