Można powiedzieć, że „Degustator” to kolejny debiut kryminalny, którym trudno zaskoczyć czytelnika. Wielbiciele kryminałów znają większość sztuczek i nie tęsknią jedynie za zbrodnią, a za ciekawymi okolicznościami. Marcin Walczak próbuje przerazić i zachwycić morderstwem.
Historia zaczyna się od znalezienia oskórowanych zwłok młodej kobiety w pleszewskim kościele. Zgrozy dodaje fakt, że w zbrodnię może być zamieszany katecheta, który zniknął przed laty. Tymczasem na jaw wychodzą kolejne zbrodnie, zostawione w makabryczny sposób. Pojawia się więcej ciał pozbawionych krwi. Sprawę bada prokurator Artur Metz, i wraz z rozwojem śledztwa zdaje sobie sprawę, że powiązań między urzędnikami państwowymi a kościołem może być dużo więcej. I nic nie jest takie łatwe jak się wydawało a z kolejnymi morderstwami coraz trudniej jest rozwikłać zagadkę.
„Degustator” to mocny głos w sprawie polskiego kryminału. Ten głos może jednak okazać się niewystarczający. Marcin Walczak podał bardzo dużo szczegółów, które sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko, ale w odbiorze książki jako całości może być ich zbyt wiele. Wielowątkowość skutecznie odciąga od sedna i wpływa na zgubienie wątków. Być może był to efekt zamierzony, a być może pojawiło się za dużo pomysłów jak na jedną książkę. Niekoniecznie trafne było również pomieszanie stylów. Literackie opisy połączone z wulgaryzmami to styl nie do końca trafiony w punkt.
Bohaterowie są pełnowymiarowi i trudno tu zaprzeczyć ich autentyczności; również dialogi są niezwykle żywe, czasem ironiczne i wnoszą wiele do całości. Największym atutem jest jednak zakończenie, które przez element zaskoczenia równoważy zarzuty do całości. „Degustator” to książka ciekawa, trochę przepracowana, krwawa i brutalna. Przez całą historię towarzyszy cała gama różnych ocen - od fascynacji początkiem przez zmęczenie środkiem. Brak przejrzystości prowadzenia wątków i chaos z tym związanym może nawet przerodzić się w zmniejszenie zainteresowania historią. A zakończenie to wisienka na tym dziwnym torcie. Na pewno nie każdemu będzie smakował i wymaga jeszcze dopracowania, ale to w końcu debiut, który miał być mocny. Niewątpliwie łatwo zatracić się w czytaniu, bo sam pomysł jest arcyciekawy. To mocna i jednocześnie dziwna historia.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Marcin Walczak, „Degustator”, Novae Res, Gdynia 2020.
Komentarze