Dzieło ma formę szkatułkową. Boccaccio opowiada historię siedmiu wysoko urodzonych dam (autor nadał im przydomki Pampinea, Fiammetta, Filomena, Emilia, Lauretta, Neifile i Eliza) i trzech młodzieńców (Panfilo, Filostrato, Dioneo). Oni to, uciekając przed zarazą, która przydarzyła się we Florencji w roku 1348, wyjeżdżają na wieś, by tam przez dziesięć dni opowiadać sobie nawzajem historie. Każdego dnia ta dziesiątka wyłania króla lub królową, którzy z kolei wybierają dziedzinę, na temat której będą opowiadać fabuły następnego dnia.
Mimo obrania różnej tematyki, wiele opowieści wciąż traktuje o erotyce. Ich bohaterom gra wstępna ani rozmowy nie zajmują dużo czasu. Wydaje się, że głównym celem każdego – czy to dojrzałej damy, niedorosłej nastolatki, księdza czy wielkiego pana - jest zaspokojenie swoich pragnień seksualnych. Prawie wszystkie opowiadania z pierwszych pięciu dni o tym traktują.
Całkowicie przeczy to obiegowym opiniom, jakoby dla średniowiecznych szlachciców i dam ważne były tylko sprawy ducha oraz kwestia, jak dostać się do nieba, przestrzegając zaleceń Boga. Co więcej, autor bezlitośnie wykpiwa mnisi stan. Większość z nich okazuje się myśleć więcej na temat zaspokojenia swoich chuci oraz żołądka, niż o modlitwie. Niektórzy są głupi i naiwni, a także pazerni na pieniądze i zaszczyty.
Chciałoby się rzec, że od czasów średniowiecznych natura ludzka niewiele się zmieniła, wciąż i wciąż popełniane są te same grzechy. Czytelnik czasami czuje, że gdyby przeniósł się do tamtych czasów, mógłby się w nich odnaleźć (pomijając oczywiście brak dzisiejszych zdobyczy techniki), bo człowiek tak naprawdę zawsze dąży w pierwszej kolejności do zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb fizjologicznych.
Każdy każdemu może wskoczyć do łóżka – masztalerz królowej, córka sułtana kupcowi, mnich żonie przyjaciela i tak dalej. Żadna z osób opowiadających nie widzi w tym problemu, choć na początku książki Pampinea i pozostałe damy spotykają się w kościele i rozmawiają m.in. o zachowaniu dobrego imienia.
Jaki Boccacio ma stosunek do kobiet? Wydaje się, że je hołubi, podziwia i kocha, choć czasem pisze o „niedostatkach kobiecego umysłu”. Frywolne i pikantne historie udowadniają, że panie miały w tamtych czasach wiele do powiedzenia i Boccaccio nigdy ich nie gani, jeśli szukają uciech na boku. W jednej z historii ukazany jest nawet miłosny trójkąt (dzień piąty, opowieść dziesiąta Zgodny mąż). Żona myśli „Po cóż mnie wziął za żonę, wiedząc, że kobietą jestem, jeżeli mu kobiety wstrętnymi były?”. Znajduje sobie więc ona młodego kochanka. Kiedy mąż dowiaduje się o tym, wymyśla sposób, aby i sobie i żonie dogodzić „… nazajutrz z rana młodzieniec, wracając, aż do samego rynku nie był pewny, z kim większą część nocy spędził: z mężem czy z żoną”.
Giletta z Narbony, mimo że jest kobietą i to młodą, leczy króla z przypadłości, której żaden wykształcony medyk nie mógł zaradzić, za co dostaje ukochanego za męża. Inne damy umieją zręcznym słowem usadzić niewczesne zapędy panów; znaleźć sposoby, by przemycić do sypialni kochanków, czy przekonać do siebie mężów, którzy uciech szukają gdzie indziej. Biorą też aktywny udział w życiu społecznym.
Ten potężny tom (ponad 800 stron), choć fragmentami dość monotonny, jeśli chodzi o tematy, został napisany z wielkim wdziękiem i w lekkiej formie. Boccaccio daje nam obraz życia wyższych sfer (choć niekiedy opisuje także niższe stany), posługując się często nazwiskami postaci historycznych, więc przynajmniej w części te nowele opowiadają o prawdziwych zdarzeniach. Mimo iż opowieści umykają czytelnikowi jedna po drugiej, nie pozostając zbyt długo w głowie (bo kolejne je przepędzają), to warto zagłębić się w ten świat, czytając codziennie jedną lub kilka nowel. W ten sposób można lepiej – bo nieśpiesznie – poznać ten średniowieczny, a w gruncie rzeczy tak nam bliski świat. Niektóre historie mogą nadal wywoływać szok i niedowierzanie, np. o młodej damie, która głowę swojego zmarłego ukochanego włożyła do wazonu i posadziła na niej kwiatki…
Przez długi czas „Dekameron” widniał na indeksie kościelnych ksiąg zakazanych, jednak z powodu swoich walorów nie został zapomniany. Oto mamy najnowszą publikację, odświeżoną przez Wydawnictwo MG (przekład Edwarda Boyé), ze średniowiecznymi drzeworytami z włoskiego wydania z 1518 r., które (szkoda, że są tak niewielkich rozmiarów) przedstawiają graficznie niektóre historie. Okładka jest bardzo ładna i zwraca uwagę stylizowaną literą D oraz frywolnym obrazem wewnątrz niej. Korekta tekstu również nie budzi zastrzeżeń.
Iwona Radomska
(iwona.radomska@dlalejdis.pl)
Giovanni Boccaccio, „Dekameron”, Wydawnictwo MG, 2022.
Komentarze