Prawie trzy lata czekałam na kontynuację przygód szamanki od umarlaków, czyli Idy Brzezińskiej. Warto było czekać. Pamiętam, że „Szamanka od umarlaków” wywołała u mnie efekt „wow!”. Kolejny tom przygód Idy, „Demon Luster”, wywołał „wow!” do kwadratu pomnożony razy dwa. Pod każdym względem.
Nie chcę mówić zbyt dużo o fabule, bo dzieje się w niej tyle, że trudno wybrać najważniejsze zwroty akcji, którymi zachęciłabym do lektury. Posłużę się zatem słowami jednego z bohaterów: „Nic nie jest przesądzone, zanim się nie wydarzy, a przeznaczenie, zakładając, że istnieje, mam głęboko w dupie i dalej robię swoje bez względu na wszystko”. Wprawdzie wypowiedział to Kruchy, a nie główna bohaterka, ale jednak Ida przyznałaby mu rację, nawijając kruczoczarne pasemko włosów na palec i zastanawiając się, jak przechytrzyć los. Los, który na jej własne życzenie niebawem może zmienić życie szamanki w nicość, w niebyt. A tego by nie chciała…
Martyna Raduchowska ma talent do kreowania bardzo wyrazistych bohaterów. Nawet jeśli pojawiają się w powieści tylko na chwilę, są tak charakterystyczni, że zapamiętuje się ich na długo. W „Szamance od umarlaków” był to Gryzak (istotka będąca czymś pomiędzy futrzanym pupilkiem a łapaczem snów). W „Demonie Luster” moją sympatię zyskała Kornelia Kwiatuszek, zwana Skittlesem. Na pewno zwrócicie na nią uwagę.
Kolejnym plusem są nieskończone pokłady wyobraźni autorki i umiejętność pisania w taki sposób, że fantazja czytelnika również zaczyna pracować na najwyższych obrotach, do czego skłania już przy pierwszym kontakcie z książką świetna grafika na okładce (według mnie dużo lepsza niż w pierwszej części). Następna sprawa: poczucie humoru autorki. Mimo że akcja często wiedzie w lustrzane piekła i mrok, a zewsząd czuje się oddech demonów, to jednak czarny humor i ironia sprawiają, że uznaję tę powieść za zabawną, przyjemną i lekką, fantastyczną rozrywkę. Może trochę przegadaną ze względu na ogromną ilość dialogów, ale nadal wciągającą i godną polecenia. Jeśli nie przeczytaliście „Szamanki od umarlaków”, to jesteście trochę jak Ida Brzezińska - macie Pecha. Albo raczej Pech ma was. Pamiętacie, że „Demon Luster” to kontynuacja, ale można oczywiście przeczytać tę książkę jako samodzielną całość. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że udzieli się wam efekt „wow!”.
Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@kobieta20.pl)
Martyna Raduchowska, „Demon Luster”, Lublin, Fabryka Słów, 2014
Komentarze