Emily to młoda, niespełna 21-letnia kobieta, która nie miała łatwego życia – jej matka zmarła, a życie z wiecznie zapijaczonym ojcem nie należy do przyjemności. I jeszcze te uderzenia gorąca i zimna oraz dziwne, erotyczne sny… Gdy do Emily dociera informacja o śmierci ojca, kończy się jej dotychczasowe życie. W zamian poznaje demoniczny świat, w który Asmodeusz, Demon Żądzy, i Lukas, Obłąkany Anioł, toczą walkę o jej duszę – i śmierć. Nieoczekiwanie siła dziewczyny okazuje się zwalać wszystkich z nóg. Czy dotychczasowy wróg okaże się przyjacielem, a porywacz – kochankiem? Czy w ostatecznym starciu z panem piekieł staną u swojego boku ludzie, demony i anioły?
Jestem pewna, że „Demon żądzy” nie przypadłby do gustu wszystkim twardo stąpającym po ziemi ludziom. Nie jest to z pewnością książka powalająca realizmem – i bardzo dobrze, bo świetnie sprawdza się jako thriller osadzony w świecie demonów. Co ciekawe, demonów, które poza swoimi niezwykłymi zdolnościami, nie prowadzą specjalnie innego życia niż zwykli ludzie. Nie są nawet do końca źli, jak byśmy bardzo tego nie pragnęli przez swoje religijne przekonania. Warto dodać, że osobom religijnym ta książka też nie przypadnie do gustu.
Nie będzie pasowała również specjalne pruderyjnym czytelnikom, bo choć trudno powiedzieć, aby były w niej wątki pornograficzne, to jednak erotyzm wręcz bucha z kartek i jest nierozerwalnie związany z fabułą. Ta natomiast wciąga czytelnika bardzo, zarówno lekkim językiem, jak również niespodziewanymi zwrotami akcji, scenami miłosnymi, walkami i prawdziwie przerażającymi spotkaniami. Tak naprawdę jednak nie o tym jest ta opowieść. To opowieść o kobiecie, która przechodzi trudną i bolesną drogę prowadzącą do poznania swojego wnętrza.
Emily jest bohaterką, która od razu obudziła we mnie sympatię i zrozumienie. Nie jest sztuczna, podniosła, nie ma w sobie zadęcia – ot, jest zwykłą 21-latką, którą los rzucił na zupełnie obce, nieprzyjazne i niezrozumiałe ścieżki. Jej powolne odkrywanie swojego przeznaczenia, podatność na niezaprzeczalny urok Demona Żądzy, porywczość, a w końcu również walka o miłość i – co ważniejsze – swój honor i los sprawiają, że kibicujemy jej na każdym kroku. Dzięki temu wszystkiemu w momentach akcji czujemy przyspieszone bicie serca, które jest najlepszym świadectwem tego, jak bardzo wciągnęła nas książka.
O Dominice Szałomskiej nie słyszałam nigdy przedtem, co z perspektywy tej książki wydaje mi się błędem. Mam jednak nadzieję, że w moje ręce wpadnie jeszcze taka literatura jak „Demon Żądzy” – zwłaszcza, że udało mi się ją dosłownie pochłonąć w kilka godzin. Takich książek zawsze mi brakuje – emocjonalnych, niekoniecznie realnych, a przy tym niezwykle porywających i zostawiających przyjemne, literackie zaspokojenie po ostatniej stronie.
Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)
Dominika Szałomska, „Demon Żądzy”, Gdynia, Novae Res, 2014
Komentarze