Za to wszystko „Dzieci demonów” J. N McDermotta spokojnie mogę uznać za jedną z najlepszych książek, jakie trafiły w moje ręce od długiego czasu i dobrą zapowiedź 2012 roku dla wszystkich czytelników.
Jona jest strażnikiem miejskim, może bardziej brutalnym od innych, może niekoniecznie dobrym człowiekiem, ale stara się wieść w miarę normalne życie, na tyle, na ile to możliwe dla kogoś, kto jest potomkiem demonów. Ani jego koledzy z pracy, ani przestępcy, których ściga, nie wyczytają tego z jego twarzy, ale wystarczy kropla jego krwi, aby przepalić materiał, rośliny, które się z nią zetkną zwiędną, a osoba, która jej dotknie zacznie poważnie chorować. Wystarczy, że ktoś taki jak on mieszka w danym miejscu zbyt długo, żeby przesiąkło jego skazą lub zbyt długo nie pierze ubrań, aby zaczął je niszczyć jego własny pot – skażony pot dzieci demonów. Dlatego, będąc kimś takim jak Jona, trzeba bardzo uważać, pilnować się na każdym kroku i nie dopuścić do tego, żeby ktoś poznał nasz sekret. Bo wtedy można skończyć jako odcięta głowa, z której dwójka Wędrowców – ni to wilków, ni to ludzi służących bogini Erin, odczyta nasze wspomnienia, emocje i sekrety, które mogą zaszkodzić innym, takim jak my.
To właśnie od odciętej głowy Jony zaczyna się opowieść J. M. Dermotta, którego wspomnienia wprowadzą wilczą tropicielkę dzieci demonów w zawikłaną historię jego życia, a my podążymy tym tropem wraz z nią. Poprzez obskurną dzielnicę ubojni nazywaną Zagrodami, przez miejskie kanały, zatłoczone karczmy i brudne ulice bezimiennego miasta poznamy historię Jony, jego ukochanej Rachel i trzeciego dziecka demonów – Salvatore. Czego odwiedzą się o nich Wędrowcy, któremu z nich uda się przeżyć? To pytania, na które odpowiedzi znajdziemy tylko w książce.
Historia Jony, to w dużej mierze cofanie się w czasie, a ja odnoszę wrażenie, że przeczytałam ją zbyt szybko i zbyt zachłannie, dlatego na pewno jeszcze wrócę do tej książki i z wielką przyjemnością przeczytam kolejny tom.
„Dzieci demonów” to chyba najkrótsza z książek wydanych w serii „Fantastyka” przez Prószyński i S-ka. Tuż przy nazwie serii na każdej książce znajduje się informacja – „Najlepsze książki na świecie” z nieśmiałym dopiskiem „prawdopodobnie”. Niestety, kilkukrotnie miałam okazję się przekonać, że może być to stwierdzenie dodane znacznie na wyrost, jednak w przypadku „Dzieci demonów” nie mam żadnych wątpliwości – słowo „prawdopodobnie”, można tu spokojnie wykreślić grubą kreską.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
J. M. McDermott, „Dzieci demonów”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze