Dobry żołnierz, przykładny mąż. Człowiek przez wielu niegdyś podziwiany, trafia na ulicę. Kiedyś miał wszystko, dziś nie ma nic. Brutalność ulicy nie zna granic – nawet bezdomni sami dla siebie są źli. Nieświadomy Krzysztof nawet nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, w jakim się znajduje.
Kiedyś Krzysztof był szczęśliwy, miał żonę, rodzinę. Pracował w wojsku. Jako żołnierz czuł się usatysfakcjonowany i spełniony zawodowo. Był też podziwiany przez kobiety – wyraźnie się im podobał, choć pozostawał skromny i nie korzystał z uroków osobistych. Zawsze był wierny żonie. Mimo tejże sielanki, która – jak można się domyślić nie trwała wiecznie, bohater popadł w kłopoty. Ten niegdyś zadbany i podziwiany mężczyzna „wylądował” na ulicy. Nie miał co jeść – żywił się jedynie resztkami jedzenia ze śmietnika. Nie miał gdzie spać, umyć się. Czasem znajoma udostępniała mu altankę ogrodową. Lubił tę kobietę, bo nie pytała o nic, tylko bezinteresownie mu pomagała. Znudzony swą szarą egzystencją Krzysztof nie zastanawiał się nad tym, co będzie dalej. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że kiedyś ktoś jego – menela zbierającego puszki pokocha. Choć w głębi duszy tęsknił za czymś, co wydawało mu się odległe, takie nieosiągalne.
Jako, że życie na ulicy jest niezmiernie trudne i rządzi się surowymi prawami, Krzysztof niejednokrotnie mógł się o tym przekonać. Był raczej samotnikiem, więc miał jeszcze gorzej. Koledzy od kieliszka pojawiali się wówczas, gdy pojawiał się alkohol. Kiedy Krzysztof nie posiadał popularnych w jego środowisku niskobudżetowych trunków, towarzystwa nie było. Decydującym czynnikiem o przetrwaniu bohatera były umiejętności wyniesione z wojska. Krzyś świetnie radził sobie z tymi, którzy próbowali go skrzywdzić, czy przegonić z „ich rejonów”. Rejon stanowił wybrane przez bezdomnych miejsce, zazwyczaj były to skupiska kontenerów ze śmieciami, w których można było znaleźć „coś dobrego”.
Pewnego dnia, z pozoru zwykłego – bowiem codziennością głównego bohatera był przegląd śmietników – Krzysztof znalazł niecodzienną, jak na jego okoliczności rzecz. Był to telefon komórkowy, sprawny, nowy, nawet z kartą i pieniędzmi na koncie. Oszołomiony Krzyś nawet odebrał połączenie od nieznanego człowieka w sprawie przyjęcia tajemniczego zlecenia. Bohater zdawał sobie sprawę, że akceptując tę „pracę” może wziąć udział w nielegalnym procederze. Nie mając nic do stracenia, a jednocześnie nie mając pojęcia o sprawie, zgodził się pracować dla mężczyzny, którego nazywał „pracodawcą”. Nieświadomy swojej przyszłości Krzysztof nawet nie wie, że pozostaje na granicy życia i śmierci.
Wydawca na okładce sugeruje, że ta niewielka książeczka gatunkowo podlega pod sensację. Wg mnie tej sensacji jest bardzo mało. Bohater ryzykuje życiem, jego losy są pasmem przypadków, lecz nie ma tu tego „czegoś”, czyli napięcia. Akcja toczy się szybko, choć szczerze mówiąc dzieje się niewiele. Książka ma 140 stron, więc to trochę za mało, by stworzyć z tego sensację. Dodam, że przy tej – jakże małej ilości stron – nagła zmiana życia bohatera była czymś nierealnym. Niestety spłyciło to publikację. Choć przyznam, że pomysł Piotra Trzebuchowskiego, co do kreacji głównego bohatera sam w sobie był ciekawy. Jakby autor bardziej zadbał o fabułę i doprecyzował kilka szczegółów, „Kris” byłby lepszy.
Przeczytanie książki „Detektyw Kris. Wzlot” niewiele wniosło do mojego życia, do wiedzy o literaturze. Nie zachwycałam się tą lekturą, bo nie było w niej niczego nadzwyczajnego. „Detektywa Krisa” czytało mi się lekko i dosyć przyjemnie, za sprawą zwięzłego języka (zwięzły w odniesieniu do stylu pisania, a nie fabuły!), jednak autor nie wywarł na mnie wrażenia „wow”. Przyznam, że samo czytanie nie było dla mnie mordęgą. „Wczułam się” w losy bohatera i razem z nim doświadczałam życia w dwóch światach. Do ostatniej kartki próbowałam znaleźć coś wyjątkowego, choć tego tutaj po prostu nie było. Reasumując – przeczytanie „Detektywa Krisa” na pewno nie zaszkodzi, choć (taka dygresja dla osób o ukształtowanym guście literackim, poszukujących po prostu dobrych książek) nic nie wniesie do Waszego życia.
Ewelina Grzesiuk
(ewelina.grzesiuk@dlalejdis.pl)
Piotr Trzebuchowski, „Detektyw Kris. Wzlot”, wyd. Novae Res, Gdynia 2016
Komentarze