Informacje z pierwszej ręki zawsze wzbudzają dreszczyk emocji. Nierzadko bowiem fikcja literacka staje się jedynie marnym tłem do tego, co dzieje się naprawdę.
„Dezinformacja” Iona Pacepy i Ronalda Rychlaka jest właśnie z tego rodzaju książek, obok których żaden miłośnik historii XX wieku nie przejdzie obojętnie. Tym bardziej, że wiele wydarzeń, jakie zostały opisane w książce działy się właściwie na oczach czytelników.
Ion Mihai Pacepa większości może być znany jako autor książki „Czerwone horyzonty: kroniki szefa komunistycznego”, demaskującej Nicolae i Elenę Ceausescu. Zanim jednak zdecydował się podzielić ze światem swoją wiedzą, sprawował urząd zastępcy szefa zagranicznego wywiadu Rumunii. Był ścisłym współpracownikiem innych szefów wywiadu w bloku sowieckim, organizując akcje przeciwko krajom Zachodu. Następnie stał się informatorem CIA, uciekając przed swoim pracodawcą do USA.
To, co zwraca szczególną uwagę w tej książce, to wizja świata, jaką serwuje nam Ion Pacepa. Wyznawcy spiskowych teorii dziejów mogą czuć się usatysfakcjonowani. Oto pojawia się dowód na to, że nie są to żadne bajki. W „Dezinformacji” poznajemy mechanizmy manipulowania informacjami, siania powszechnego zamętu, mijającego się z prawdą oskarżania przeciwników politycznych. Czarowanie opinii publicznej (także w krajach demokratycznych), podsuwanie fałszywych dowodów, wszystkie mniej i bardziej subtelne metody przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę były godne rozważenia. Niestety, mimo ogromnej siły słowa, często do walki włączano także siłę – m.in. szkoląc terrorystów.
Cała machina dezinformacji przedstawiona w książce Iona Pacepy poza zrozumiałym przerażeniem i zdziwieniem budzi też… podziw. Stanowi bowiem zakrojoną na ogromną skalę kampanię wizerunkową, misternie utkaną sieć półprawd i kłamstw, w których niezwykle łatwo jest się pogubić.
Czy ta książka to wiarygodne źródło informacji? Trudno powiedzieć. W końcu odnosi się do tematu manipulowania opinią. Co jeśli autor chciał przez nią pokazać, że mimo większej wiedzy, świadomości, nowych technologii, w dalszym ciągu jesteśmy równie podatni na manipulacje, jak obywatele Rumunii za czasów rządów Ceausescu czy innych reżimów? Byłoby to niemal mistrzowskie zagranie.
„Dezinformację” warto przeczytać, choćby po to, by poznać inny punkt widzenia, zrozumieć niektóre mechanizmy i zaobserwować znajome, powielane schematy.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Ion Mihai Pacepa, Ronald J. Rychlak, Dezinformacja, Helion 2015
Komentarze