Aż strach to liczyć, ale po romanse historyczne z zafascynowaniem sięgałam niecałe 20 lat temu, jako nastolatka. Wówczas na pamięć znałam półki z tym gatunkiem w miejskiej bibliotece, miałam nawet swoje ulubine autorki. Potem jednak nasze drogi (romansów historycznych i moje) się rozeszły na lata. I oto teraz znów na siebie wpadamy.
"Mrocznego hrabiego" powitałam więc jak dawno niewidzianego znajomego. Z jednej strony cieszę się, że się widzimy, a z drugiej – o czym tu rozmawiać? Nie pozostało mi nic innego, jak się o tym przekonać, zagłębiając się w lekturze.
Hrabia Winston, mroczna postać angielskiej society XIX wieku, to zamknięty w sobie mężczyzna, który wzbudza strach i szacunek. Doświadczenia z czasów wojen napoleońskich sprawiły, że zmężniał, ale też stał się zgorzkniały i wycofany. Pewnego dnia do posiadłości mężczyzny przybywa lady Jocelyn Ashton – młoda wdowa po kuzynie hrabiego. Winstonowi nie pozostaje nic innego, jak przyjąć kobietę pod swój dach. Nie spodziewa się jednak, jak bardzo ta decyzja zmieni jego życie. A Jocelyn przebojem wkracza do Greenhill i choć szuka schronienia, a jako kobieta jest zdana na łaskę mężczyzn, to jej temperament nie ułatwa jej zadania nierzucania się w oczy mrocznemu hrabiemu.
Muszę przyznać, że "Diabelski hrabia" to kawał bardzo dobrej klasyki tego gatunku. A nawet lepszy od wielu z tych, które przybyły do nas z zagranicy. Przez pierwsze sto stron kilka razy upewniałam się, że to powieść autorstwa debiutującej polskiej autorki, bo naprawdę ciężko w to uwierzyć. Melisa Bel konsekwentnie budowała akcję, dbała o jej dynamikę, okraszała kolejne zdarzenia bardzo umiejętnie wplecionymi wątkami komicznymi. Aż ciężko było się oderwać od lektury. Bardzo podobały mi się także kreacje głównych bohaterów – są wyraziści, czuć między nimi chemię (plus, co niezwykle doceniam, lubi się też "tego trzeciego"). I choć przez chwilę, mniej więcej w 2/3 książki, Jocelyn odrobinę zaczęła mnie irytować, to bardzo szybko uświadomiłam sobie, że oceniam ją bardzo współczesną miarą, a "Diabelski hrabia" to inna, obleczona gęstą siecią konwenansów, historia.
Melisa Bel zadebiutowała w niezwykle dobrym stylu, pokazując się jako autorka z wyrobionym, lekkim piórem, pomysłem na fabułę i niebanalnym poczuciem humoru. Ciekawie opowiada historię, czytelnik ani przez chwilę nie czuje się obco czy niekomfortowo z tą powieścią. Nie jest wulgarnie, ale tam, gdzie ma być pikantnie, jest pikantnie, a gdzie ma być romantycznie, jest romantycznie. "Diabelski hrabia" to rasowy romans historyczny, dostarczający nie mniej rozrywki i przyjemności z lektury niż jego "zagraniczni kuzyni". Wygląda na to, że Melisa Bel znalazła przepis na dobrą książkę. Już się nie mogę doczekać, żeby przekonać się, czy kolejna powieść (tak, tak... bohaterów drugiej części cyklu już mamy okazję poznać na kartach "Diabelskiego hrabiego") okaże się równie udana.
"Diabelski hrabia" to na pewno powieść dla miłośniczek gatunku, choć polecam ją także takim jak ja – którym wydawało się, że przygoda z romansami historycznymi to przeszłość, ale z sentymentu chciałoby się raz jeszcze zanurzyć w tym świecie i przeżyć skandal spowodowany trzema tańcami z tym samym partnerem...
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Melisa Bel, „Diabelski hrabia”, Lublin 2020
Komentarze