niespodziewanego. Jak nietrudno się domyślić, rozczarowanie przyszło bardzo szybko. Chyba nawet już po pierwszych dwóch stronach.
Ja wiem, że do książki nie należy się uprzedzać zaraz po pierwszych kilku stronach, bo niekiedy akcja nabiera tempa dopiero po dłuższym czasie, a później i tak już nikt nie pamięta początku, z wypiekami na twarzy wspominając resztę. W przypadku książki „Nie zawrócę” na żadne rewolucje uczuciowe się jednak ewidentnie nie zapowiadało.
A jednak Jolancie Guse udało się mnie czymś zaskoczyć. Po raz pierwszy bowiem w swojej czytelniczej karierze spotkałam się z książką, w której każdy napisany akapit sprawiał wrażenie ostatniego. Gdyby nie świadomość, że dopiero rozpoczęłam lekturę, a w dłoniach trzymam książkę o objętości większej niż trzy kartki, to mogłabym przysiąc, że ta opowieść już się kończy, a nie dopiero rozpoczyna. Dramat głównej bohaterki, który miał być podstawą całej historii, został opisany w 8 linijkach, a dokładniej w 34 słowach. Nie zdążyłam się zżyć z bohaterką, nie miałam szans, aby jej współczuć, porozczulać się nad jej losem. Nagle bowiem, nie wiadomo do końca, jak i dlaczego, przenosimy się z Hiszpanii do Warszawy. Już jest po wszystkim. I tak oto od tej pory rozpoczyna się wędrówka czytelnika od jednego epizodu z życia głównej bohaterki do drugiego. Każdy kolejny napisany równie oschle jak poprzednie. Owszem, bohaterka co jakiś czas wspomina, że cierpi po miłosnym zawodzie, ale zupełnie się tego w książce nie czuje. Właściwie, podczas całej lektury czuje się niewiele. Głównie zniecierpliwienie.
To miała być książka o życiu, poznawaniu siebie i walce o normalne jutro. To miała być też książka o miłości: tej utraconej, tej która dopiero ma nadejść i tej, która nie patrzy na wiek (nasza główna bohaterka jest po pięćdziesiątce). Nie potrafiłam w „Nie zawrócę” odnaleźć żadnego z tych elementów. Jak na opowieść, której główną bohaterką jest kobieta dojrzała, książka ta razi naiwnością i oderwaniem od rzeczywistości – nie tylko tej materialnej, ale też emocjonalnej. Ponoć „Nie zawrócę” przeplatane jest wątkami biograficznymi Jolanty Guse. Może dlatego książkę czytało się trochę jak powyrywane z kontekstu kartki z dziennika. Żadnego związku przyczynowo-skutkowego, bardzo wątła ciągłość akcji. Każdy epizod żyje tu własnym życiem, nie wnosząc nic nowego do całej historii.
Na tylnej okładce „Nie zawrócę” od razu rzuca się w oczy hasło: „Powieść dla kobiet, które nigdy nie rezygnują!”. Rzeczywiście, ja nie zrezygnowałam – ani po zniechęcającym początku, ani po mdłym rozwinięciu, ani pod koniec. Przeczytałam do końca.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Jolanta Guse, „Nie zawrócę”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze