Nie tylko ze względu na tematykę ale także charakter. Jest bowiem, moim zdaniem, zarówno reportażem, poradnikiem jak i biografią wielu uzależniających czy niszczących związków. „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram” porusza problem negatywnych, destrukcyjnych i uzależniających relacji, w których postacie występujące w książce funkcjonowały i miały duży problem z ich zakończeniem. Przyznam, że trudno jest napisać recenzję z czyjegoś życia. A tym byłby czy staje się także i ten tekst. Wśród bohaterek i bohaterów dominują kobiety, to fakt. Różnie można by tłumaczyć mechanizm wchodzenia w niszczące związki. To, z czym się zderzamy po lekturze, jest świadomość, że mają na to wpływ rozmaite czynniki, które czasem są poza naszą kontrolą. Ponadto, że podobnie jak w przypadku chorób, nie ma znaczenia jakie ma się wykształcenie, status społeczny, pochodzenie czy orientację. Najważniejsze jest to, że wchodzimy w negatywną dla nas relację i nawet nie radząc sobie z własnymi emocjami oraz zachowaniami, nie potrafimy z niej wyjść. Druga strona manipuluje świadomie nami i pod pozorem miłości zdobywa tylko to co potrzebuje: uznanie, komplementy, seks, pieniądze. Początki niektórych związków bywały bardzo piękne ale zakończenie niestety nie.
Po przeczytaniu książki wniosek mam taki, że wpływ na kreowanie takich sytuacji czy relacji ma wiele rzeczy. I wcale niekoniecznie będzie to zależność finansowa od drugiej osoby, co może mieć miejsce w przypadku kobiet zajmująch się domem lub gorzej zarabiających od partnera. Na pierwszy plan często wysuwają się inne składowe, które nie mają związku z materialną rzeczywistością. Takie jak ogólne postrzeganie siebie. Prosta chęć (chyba każdego) bycia kochanym. Budowanie relacji według wzorca, którego nie mamy wogóle (w sensie dobrego) albo który musimy dopiero sami wypracować. Nieumiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami, niedocenianie siebie, stawianie się zawsze na drugim planie, tworzenie siebie niejako przez samą relację. Niedostrzeganie lub ignorowanie sygnałów, że coś jest nie tak. Totalna zmiana partnera tuż po ślubie, po którym może on już „być sobą”. Również i zwykła potrzeba bycia z kimś. Opcji jest naprawdę wiele. Plus wspomniane czynniki zewnętrzne, które nas determinują takie jak trudne sytuacje życiowe czy określone okoliczności jak chociażby początkowa znajomość bez zaangażowania , która pod wpływem drugiej strony z pozornie dobrego związku przekształca się w rodzaj zależności, systemu kar i nagród. Tak jak wspomniałam wcześniej, jest strasznie trudno napisać recenzję z czyjegoś życia. Osoby będące w zdrowych relacjach nie analizują miesiącami każdego posunięcia. Natomiast osoby, które wyszły z mocno toksycznych związków, mają to w głowie czasem nawet i latami. Nieraz szukają odpowiedzi, ale z reguły odcinają się od tego, co było (i manipulacji drugiej osoby), bo jest to jedyna metoda na odejście.
Książka Renaty Kim pokazuje, że w zasadzie każdy z nas może potencjalnie wejść w relację, która będzie przynosiła nam więcej szkód niż pozytywów. Wydaje mi się również, że czasem nie tylko jest strasznie ciężko z niej wyjść. Równie trudne i bolesne jest szczerze uświadomienie sobie, że tak jest. Często dopiero ten moment, kiedy zaczyna się autodestrukcja, jest pierwszym sygnałem do odejścia. Napisałam, że niełatwo jest oceniać czyjeś życie. I proszę nadal, nie róbmy tego. Rozmowy z bohaterkami i bohaterami pokazują, że naprawdę nie ma tu samych prostych historii ani łatwych odpowiedzi. W „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram” przeczytamy wywiady i wypowiedzi osób, które przeszły przez bardzo niszczące dla nich związki. Dowiemy się także od terapeutów i prawniczki gdzie szukać fachowej pomocy albo mniej formalnego wsparcia. Dziękuję za cenną lekturę i polecam!
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Renata Kim, „Dlaczego nikt nie widzi, że umieram”, W.A.B., 2020
Komentarze