„Dni wypełnione słońcem” składają się z kilku historii połączonych wspólnym motywem: odwiedzinami w tajemniczej kawiarni, która pewnego dnia pojawia się w jednej z bocznych uliczek Wrocławia. Miły oku wystrój, klimatyczne wnętrze i tajemniczy barman, który zdaje się czytać w myślach swoich gości - to wszystko sprawia, że kolejni odwiedzający spędzają w Neon Cafe dłuższe chwile, przy okazji dzieląc się swoimi życiowymi historiami.
Staruszka, która przeżyła katorgę Syberii, młody ojciec i jego szalona opowieść o niecodziennym ślubie, urzędnik skrywający brzydki sekret, a także młody japiszon, podkochujący się w sprzątaczce z firmy. Wszystkich tych ludzi łączy jedno: przedziwne pragnienie podzielenia się swoimi opowieściami z enigmatycznym barmanem, serwującym niecodzienne dania, pomysłowe drinki i zgadującym pragnienia swoich klientów.
Jest wciągająco, pomysłowo, dowcipnie, a miejscami wzruszająco. Malwina Ferenz stworzyła ciekawą, miłą i zapadającą w pamięć książkę, stanowiąca jednocześnie hołd dla Wrocławia, będącego drugoplanowym bohaterem powieści. Szkoda jedynie, że cała para poszła w gwizdek, więc z wszystkich tych spotkań niewiele wynika. Bohaterowie opuszczają niecodzienną kafejkę i wracają do swojego życia, jak gdyby nigdy nic, zapominając wkrótce o swoistym katharsis, jakie przeżyli w Neon Cafe. Wydaje się, że autorce zabrakło odwagi na jakąś większą rewolucję w życiu swoich bohaterów, przez co całość sprawia wrażenie kilku opowiadań sklejonych pobieżnie jednym wspólnym wątkiem.
W kategorii czytadeł wzruszających, sprawnie napisanych oraz wypełnionych nietuzinkowymi bohaterami książka Malwiny Ferenz niewątpliwie się sprawdza, jednak zabrakło naprawdę niewiele, by ta powieść była czymś więcej, niż tylko błahą opowiastką do przeczytania w jeden wieczór.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Malwina Ferenz, „Dni wypełnione słońcem”, Czwarta Strona, Poznań 2019
Komentarze