„Do boju!” – recenzja

Recenzja książki „Do boju!”.
Wojna od podszewki, brudnego prześcieradła i śmierdzącego materaca.

Kiedy myślimy o konfliktach zbrojnych, nasza uwaga zwykle skupia się na aspekcie polityczno-militarnym. Mało kto zastanawia się nad bardziej przyziemną stroną sytuacji kryzysowych, w jakich stawiani się żołnierze. Temu właśnie postanowiła poświęcić swą najnowszą książkę Mary Roach.

Na nieco ponad 300 stronach autorka prowadzi nas przez różnego typu agencje podporządkowane lub wspierające armię Stanów Zjednoczonych, kraju od lat znajdującego się w czołówce wydatków na wojskowość (w 2019 roku była to niebagatelna kwota 732 miliardów dolarów, co stanowiło 38% wydatków ogólnoświatowych). Nic więc dziwnego, że wśród tego typu organizacji o dumnych i przewidywalnych nazwach, znaleźć można i takie, które na co dzień zajmują się wystrzeliwaniem kurczaków w szyby samolotów, symulowaniem wypadków z użyciem zwłok, opracowywaniem obrzydliwych zapachów mających zniszczyć morale przeciwnika i testowaniem, czy w upale czerwona bielizna okaże się lepszym rozwiązaniem niż biała. Wszystko oczywiście ku chwale ojczyzny.

„Do boju” podzielone jest na 14 rozdziałów. Punktem wyjścia są kwestie ubioru, zabezpieczeń przeciwbombowych i walki z hałasem. Następnie poznajemy możliwości współczesnej medycyny dotyczące przeszczepiania genitaliów, bierzemy udział w pozorowanych starciach ze stresem, „ostrzałem” i gorącem, by gładko przejść do kwestii biegunek, dobrych i złych much, smrodu, odstraszania rekinów, podwodnych problemów ze szczelnością sprzętu i chronicznym niedoborem snu wśród oficerów marynarki. Ostatni dział skupia się na wojskowej autopsji.

Wszystko to w teorii wydaje się naprawdę ciekawe, jednak w moim przypadku w praktyce przełożyło się na kilka ciągnących się w nieskończoność godzin. Być może winę ponosi nieco zbyt kwiecisty styl Mary Roach z namaszczeniem opisującej fizjonomię każdego rozmówcy i silącej się na żarty niespecjalnie wpisujące się w moje poczucie humoru. Może to wina wybijających z rytmu przypisów ciągnących się nieraz na ponad stronę, a nie da się ukryć, że nie zawsze są one na tyle wartościowe, aby je w ogóle zamieszczać. Wydaje mi się, też, że pozycja ta byłaby bardziej przystępna, gdyby zawęzić podejmowaną tematykę, postawić na większą ilość zdjęć i ilustracji lub też po prostu dokonać większych cięć redakcyjnych.

Mimo iż, w moim przypadku lektura nie okazała się niewyczerpanym źródłem rozrywki, na jakie nastawiałam się, czytając zapowiedzi, to nie mogę odmówić jej waloru naukowego i genialniej w swej prostocie okładki(!). Zawsze miło jest poznać ludzi z pasją do zawodu, nawet jeśli ich entuzjazm nie końca nam się udziela.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Mary Roach, „Do boju! Jak w skrajnych sytuacjach pozostać w jednym kawałku, zachować zmysły i nie złapać infekcji”, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2020 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat