Dobre geny, dobra rzecz

Recenzja książki "Dobre geny".
Coś ostatnio nie mogę znaleźć książki, która by mnie zainteresowała, zaintrygowała, sprawiła, że nie prześpię nocy, żeby tylko przekonać się, co stanie się z bohaterami.

Sięgnęłam więc po kolejną (12 w całym dorobku) książkę Cygler w nadziei, że wyrobiona marka dostarczy mi tego, czego mi brakowało. I, niestety, znowu się zawiodłam, bowiem w „Dobrych genach” nie ma praktycznie nic nowego. To książka z nurtu tych, które czyta się dobrze i szybko, ale równie szybko się zapomina

Marta Weneta to wdzięczny bohater książki. Mieszka w „stolicy” i odnosi niemałe sukcesy. Cóż z tego, że przypłaciła to brakiem przyjaciół czy chociażby znajomych (no, oprócz tych, których mija codziennie w pracy), brakiem jakiegokolwiek życia towarzyskiego i ograniczonymi kontaktami z rodziną. Praca - ważna rzecz. Niestety, Marta przez swoją nadgorliwość, tę ostatnią traci. I oto grunt pod jej stopami powoli, powoli się wali. Nie pozostaje więc naszej bohaterce nic innego, jak wrócić do rodzinnego Gdańska, osiąść tam na stałe i pod czujnym (oraz niezmiernie srogim) okiem matki, zacząć wszystko od nowa. Nie będzie łatwo, nie będzie różowo i nie będzie spokojnie. Przynajmniej na początku.

Tak… to wdzięczna bohaterka, bo w jej życiu wszystko się tak szybko i mocno wali, że może być już tylko lepiej. I tutaj autorka ma pole do popisu. Musi tak pokierować losami Marty, żeby wszystko ułożyło się cudownie, żeby dać czytelnikowi wielką górę nadziei i ogromną garść słodkiego szczęścia.

Książki Cygler są lekkie, łatwe i przyjemne. Ale tylko tyle. Choć często poruszają tematy trudne, to bardzo szybko o nich zapominamy. Tak też jest z „Dobrymi genami” – bazują na utartych schematach i motywach. Nie przekazują żadnego novum, nie ma w nich nic, czego nie byłoby już wcześniej u jakiejś Grocholi, Sowy czy Kalicińskiej. I choć Cygler ma dość dobry warsztat, to ginie on w słabej akcji, w mocno papierowych bohaterach, w nudnym wręcz w końcu klimacie.

Czytałam „Dobre geny” z nadzieją na dobrą powieść. Teraz obawiam się, że jeśli ktoś zapyta mnie o tę książkę za pół roku - nie będę mogła jej nawet skojarzyć.

Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)

Hanna Cygler, „Dobre geny”, Rebis, Warszawa 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat