"Dobre uczynki" - recenzja

Recenzja książki "Dobre uczynki".
Mieniąca się kolorami szarości historia o prozie życia, posklejana z pociętych marzeń, złamanych serc, nadziei, małych radości, a także sekretów schowanych w starym kredensie.

"Dobre uczynki" to kolejna odsłona losów mieszkańców z Kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą. Lokatorzy ciągle próbują spełnić jakiś spektakularnie dobry uczynek, co nie przeszkadza im we wzajemnych oskarżeniach i walce o starą mydlarnię. Dodatkowo Helena walczy z rakiem i sąsiedzkimi pomówieniami, a także leczy swój brak konsekwencji. Zuzanna, samotna matka, powoli układa swoje życie na nowo, gdy do mieszkania na poddaszu wprowadza się jej matka, przez którą ponownie musi stawić czoła niełatwym decyzjom. Mikołaj, dobry duch kamienicy, ciągle wzdycha do Heleny. Tymczasem tożsamość właściciela kamienicy dalej jest nieznana i nikt nie jest bliski jej poznania. Aczkolwiek inna straszna tajemnica wychodzi na jaw i już dla kilku osób rzeczywistość nabierze innego, bardzo cierpkiego smaku, który tylko podkreśli ich zakłamaną przeszłość…

Często trupy ukryte głęboko w szafie budzą się niespodziewanie po kilkunastu latach uśpienia kłamstwem. Można spytać jak żyć po takim spotkaniu, ale też można zadać pytanie o definicję "dobrego uczynku" w imię którego ukryto trupa.

Nieśpieszne tempo powieści zwraca uwagę na rzeczy, które często z roztargnienia lub z wygody zamiatamy pod dywan - odwracamy wzrok, gdy mama po kryjomu łyka tabletki, udajemy, że nie słyszymy wibrującego telefonu w kieszeni żonatego brata czy też płaczu zza ściany. Pokazuje, że zarówno udawanie niewidomego, jak i pomaganie na siłę nie prowadzą do niczego dobrego, a czasem wystarczy tylko chwila rozmowy w oparach szczerości, by móc zmienić dalszy bieg zdarzeń. Czy kluczem jest posiadanie wiedzy o prawdziwym sensie czynienia dobrych uczynków? Któremu z mieszkańców uda się zadowolić darczyńcę?

Powieść ma posmak goryczy, takiej prawdziwej gorzkiej czekolady, gdy ostrość ziaren łagodzona jest delikatną słodyczą. Tą słodyczą z pewnością jest spacer po przedmieściach Krakowa z klimatycznymi, trochę zaniedbanymi kamienicami i czasie zamkniętym w brukowanych kostkach, na który zabiera nas Agnieszka Krawczyk. I młodość Mirandy, działająca ożywczo na spokojny bieg zdarzeń.

Nie ma tutaj scen wstrzymujących oddech, akcji burzącej krew w żyłach, ale jest prawda o życiu i jego tysiącach odcieni, cieni i blaskach. Kropla goryczy w słonym morzu. Czekam na trzeci tom Pani Agnieszko z niecierpliwością.

Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)

"Dobre uczynki", Agnieszka Krawczyk, Wydawnictwo Filia, Poznań 2018



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat