Myśląc o zawodzie policjanta, z reguły widzimy przed oczami emocjonujące obławy, dramatyczne strzelaniny, gorączkowe szukanie powiązań na tablicy z mapami i zdjęciami albo… nękanego nałogami zgorzkniałego chłopa zmuszonego użerać się z papierami i/lub seryjnym mordercą. Zupełnie zapominany, że istnieje wydział, którego zadaniem jest owszem łapanie ludzi przekraczających prawo, z tą różnicą, że owi sprawcy kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat wcześniej złożyli uroczystą przysięgę, że będą stali na straży jego przestrzegania.
Jednym z dobrych gliniarzy pomagających schwytać tych złych jest Charles Campisi. Jego kariera rozpoczyna się w roku 1974, kiedy to zaraz po ukończeniu akademii trafia do manhattańskiej strefy ruchu drogowego, a następnie 73. komisariatu policji, tak zwanego „Fortu Z” obejmującego rewir części Brooklynu znajdujący się w grupie „A”, czyli tej o największym wskaźniku przestępczości. Po nagłej utracie pracy z powodu redukcji, przywróceniu i obejmowaniu różnych stanowisk w 1993 roku Campisi w końcu zostaje członkiem, a z czasem szefem IAD (Internal Affairs Division), czyli wydziału spraw wewnętrznych.
Mimo sporych rozmiarów „Dobry gliniarz” stanowi zapis niewielkiego wycinka działalności IAD. Na ponad 500 stronach Charles Campisi i Gordon Dillow przypominają historie stanowiące plamę na honorze nowojorskiej policji, takie jak skandal związany z niszczeniem mandatów, kradzieże, handel narkotykami, gwałty, znęcanie się nad zatrzymanym, pedofilia i pornografia dziecięca, zabójstwa, a nawet planowanie aktów kanibalistycznych. Ostatnia sprawa przykuła moją uwagę szczególnie, ponieważ była mi już znana z dokumentu HBO pt. „Thought Crimes: The Case of the Cannibal Cop”. Książka zaoferowała możliwość świeżego spojrzenia na wszystko z drugiej strony, czyli IAD stopniowo rozpracowującego, czy istnieje wystarczająco dużo dowodów i tak właściwie, kiedy myślenie o zjadaniu innych będzie kwalifikowało się jako przestępstwo. Zapadło mi w pamięć również śledztwo dotyczące mężczyzny pragnącego pozbyć się kobiety, która odrzuciła jego zaręczyny, ale gdy jego ciemne zamiary wyszły na jaw, gorąco broniła go podczas rozprawy(!). Sędzia dla jej dobra musiał wydać 30-letni zakaz widzenia, licząc, że do tego czasu kobieta zmądrzeje. Mam nadzieję, że poskutkowało.
Autorzy obnażają również wiele krzywdzących stereotypów na temat policjantów (po części sam Campisi je obala, mając poukładane życie rodzinne, nie paląc i nie pijąc, również kawy), pokazując, że owszem funkcjonariusze nie są kryształowi i mają swoje na sumieniu, ale wedle rachunków ci źli stanowią zaledwie 0,5% ogółu. Problem polega na tym, że w dobie Internetu i wszechobecnych mediów nawet tak niewielki odsetek stanowi łakomy kąsek dla szukących okazji do rozdmuchania sensacji. Każdego dnia dochodzi do różnego typu zbrodni, jednak szarego człowieka zawsze bardziej dotknie fakt, iż ktoś, kto miał za zadanie chronić innych, sam mógł stanowić zagrożenie dla niego lub jego mienia.
„Dobry gliniarz” to niekoniecznie porywająca, ale z pewnością solidna i dobrze napisana lektura o dużych walorach edukacyjnych pozwalająca zajrzeć za kulisy walki o dobre imię policji, zarówno z tymi szargającymi je bezpośrednio, jak i tymi, którzy uprzedzeniami i zmową milczenia utrudniali ich ujęcie.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Charles Campisi, Gordon Dillow, „Dobry gliniarz”, Bielsko-Biała, Wydawnictwo Dragon, 2019 r.
Komentarze