Czy autorka, pisząca głównie powieści dla kobiet, może sprostać oczekiwaniom miłośnikom suspensu?
Od razu rzuciła mi się w oczy informacja z okładki „Bestseller według New York Times” i byłam nieco uprzedzona do lektury, bo jednak taka informacja o czymś świadczy i do czegoś zobowiązuje. Zabrałam się do czytania z dużym zapałem, ponieważ uwielbiam dobre powieści detektywistyczne, osadzone w mglistej atmosferze Wielkiej Brytanii.
Akcja książki „Hamish Macbeth i śmierć obcego” rozgrywa się w niewielkim i mrocznym mieście w Szkocji. To kolejna pozycja z serii, ale bez problemu można czytać kolejne części jako oddzielne pozycje. Nawet jeśli w tekście napotkamy się na odniesienie do poprzednich książek z serii, autorka zapewnia krótkie wyjaśnienie, dostateczne do wprowadzenia nas w temat, ale nie tak obszernie, by wybić z rytmu bieżącej lektury.
Towarzyszymy Hamishowi w jego pierwszych dniach przyjazdu na zastępstwo z rodzimego Lochdubh, do Cnothan, by zastąpić sierżanta wybierającego się na urlop. Posterunkowy nie lubi zmian i nadchodzące trzy miesiące jawiły mu się jako koszmarny czas. Szybko jednak przekonał się, iż na pewno nie będzie się nudzić. Wraz z morderstwem znienawidzonego mieszkańca Hamish wplątuje się w niezłe zamieszenie. Jeśli lubicie wątki miłosne, nie martwcie się i tutaj go nie zabrakło. Toczy się on jednak swoim torem, nie dominując nad głównym wątkiem powieści.
Wśród postaci (swoją drogą dobrze i ciekawie nakreślonych) mamy hermetyczne społeczeństwo, tytułowego obcego (choć jak się okaże „obcy” nabiera tutaj innego, niż znane nam do tej pory znaczenia tego słowa) oraz tytułowego bohatera – prostolinijnego, inteligentnego i uroczego posterunkowego.
Na początku akcja powieści toczy się wolno i nieco flegmatycznie, w typowym brytyjskim stylu. Nie ma to jednak negatywnego wpływu na przyjemność płynącą z lektury, bowiem narracja prowadzona jest w dobrym stylu. Jest lekka i zwarta, autorka skupia się na prostej linii narracji i nie znajdziemy tutaj nudnych opisów, czy niepotrzebnych wtrąceń. Książkę czyta się dobrze, płynnie i przede wszystkim niesamowicie szybko. Jednak mniej więcej w połowie lektury, akcja nabiera tempa i wtedy narracja z pierwszych stron pozostaje wspomnieniem mglistym, niczym Szkocja. Muszę przyznać, że po pozycji „Hamish Macbeth i śmierć obcego” spodziewałam się przewidywalnego obrotu spraw i przewidzenia rozwoju akcji po pierwszych kilku stronach od zawiązania akcji. Jak bardzo się jednak myliłam! Autorka stworzyła sytuację, w której podejrzanym może być każdy i nikt zarazem. Do samego końca nie domyślałam się, jakie będzie rozwiązanie zagadki i zakończenie powieści było dla mnie zaskoczeniem. Dodatkowym atutem powieści są tutaj też bohaterowie, postaci są bowiem bardzo ciekawe i w zasadzie każda z nich byłaby materiałem na dodatkową historię.
Została tutaj też zachowana świetna równowaga językowa. Jest on jak najbardziej poprawny i ciekawy, ale na tyle prosty, by czytanie było czystą przyjemnością. Ten rodzaj powieści lubię określać, jako „wyjazdową”, czy „wakacyjną”. Jest to idealna, także ze względu na długość i format, pozycja do zabrania ze sobą w podróż lub urlop, by uprzyjemnić sobie czas bez konieczności skupienia swojej całej uwagi na lekturze. O ile wam się to uda! Ja sama nie mogłam oderwać się od lektury i pochłonęłam ją w jeden dzień, co jest chyba najlepszą rekomendacją dla literatury rozrywkowej.
Książkę „Hamish Macbeth i śmierć obcego” polecam wszystkim lubiącym lekkie, ale dobre powieści detektywistyczne, a ja sama na pewno sięgnę jeszcze po resztę pozycji z serii, by przekonać się, czy mogę nazwać M.C. Beaton moim książkowym odkryciem roku. Bo w tym przypadku krótko, prosto i na temat - jest przepisem idealnym na doskonały kryminał.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
M.C. Beaton, „Hamish Macbeth i śmierć obcego”, Edipresse
Komentarze