To niesamowite, jak los splata dzieje ludzi, którzy zwyczajnie pewnie by się nie spotkali i nie zaprzyjaźnili. Nie da się czarno na białym ocenić postępowania innego człowieka – zwłaszcza zaś trudno jest to zrobić osobie, która sama doświadczyła podobnej sytuacji i nie wie, jak by się w niej zachowała. I o tym właśnie jest książka Diane Chamberlain „Dobry ojciec”.
Travis to mężczyzna po dwudziestce, z którego los poważnie sobie zażartował: zabrał mu wszystko, co kochał i cenił, niespodziewanie zostawiając odpowiedzialność za córkę. Matka małej Belli przez wiele lat, z powodu ciężkiej, zagrażającej życiu choroby, starała się zapomnieć o córce, a pomagał jej w tym dziadek dziewczynki, wymazując dziecko z ich życia. Teraz Robin układa sobie życie w znanej, politycznie zaangażowanej rodzinie. Gdy w jej otoczeniu pojawia się niemowlę, które przyszło na świat takim samym zrządzeniem losu, jak jej córka, Robin zaczyna patrzeć na wszystko, co ją otacza, z innej perspektywy.
Erin los doświadczył śmiercią jej ukochanej Carolyn, kilkuletniej córki. Wydarzenie to zaważyło nie tylko na jej życiu, ale również małżeństwie. Losy tych ludzi splatają się dzięki przypadkowi, miłości oraz czteroletniej uroczej Belli. Kto jest dobrym rodzicem? Czy miłość do dziecka usprawiedliwia wszystkie poczynione przez rodzica kroki?
„Dobry ojciec” to pierwsza książka Diane Chamberlain, z którą miałam okazję się zapoznać – i na pewno nie ostatnia. Zarówno w trakcie lektury, jak i po jej zakończeniu, często miałam ochotę po prostu odrzucić książkę w kąt. Któż by bowiem chciał pogrążać się w smutku i cierpieniu na własne życzenie? Tymczasem jednak autorka wciąga nas w wykreowany przez siebie świat, każe patrzeć na los, który nie obchodzi się delikatnie z bohaterami i wyciągać wnioski z tego, co widzimy. To doskonała lektura, pokazująca, że nie zawsze ocena na pierwszy rzut oka jest sprawiedliwa, że ludzie, którzy nas kochają, mogą nas ranić – nawet chcąc nam pomóc, że to, co wydaje nam się znajome i godne zaufania, może okazać się po prostu odrażające, gdy zechcemy zagłębić się w szczegóły i zdjąć opaskę z oczu.
Lekturę „Dobrego ojca” można nazwać oczyszczającą i niepokojącą zarazem. Ukazuje nam ludzi, którzy cierpieli, ale widzieli sens tego cierpienia. Widzimy, że pragnienie czynienia dobra pozwala na wewnętrzne oczyszczenie i zyskanie spokoju. Jednocześnie, choćby przez postać chorej na serce Robin i jej ojca, zauważamy, jak wiele złego może uczynić chęć sprawowania kontroli i opieki nad życiem dziecka. Nadopiekuńczość i odcięcie od świata, choć poprawne z perspektywy troski o poważnie chore dziecko, stają się bezpośrednią przyczyną cierpienia. Tutaj pojawia się pytanie o to, czy dobry rodzic to taki, który robi wszystko, co uważa za dobre dla dziecka, czy może ten, który nie zapewnia mu idealnego życia materialnego, ale otacza je troską i pozwala na popełnianie własnych błędów?
Dzięki niezwykle przyjemnemu językowi książkę czyta się bardzo szybko i praktycznie nie zauważamy, gdy docieramy do jej końca. Sprawia on również, że opowiadana w niej historia dociera do nas z całym sensem i emocjonalnością, której dotychczas nie widzieliśmy w żadnej lekturze.
Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)
Diane Chamberlain, „Dobry ojciec”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.
Komentarze