„Istnieje nieskończona liczba równoległych światów, świat snów, świat zmarnowanych możliwości, myślę, że świat zmarłych też…Wszystkie istnieją równolegle, dlatego nie możemy powiedzieć, że jeden jest bardziej prawdziwy od innego”. Te zdania najlepiej odzwierciedlają zamysł autorki na koncepcję książki. Świat pokazany oczami czterech kobiet, które funkcjonują na pograniczu jawy i snu, ufając, że istnieje życie po śmierci, że potrafią ożyć ci, wykreowani mocą własnej wyobraźni.
Milena, to ciężarna mężatka, którą mąż zdradza w snach, Julia- samotna matka z dzieckiem, uciekinierka przed niezbyt udaną przeszłością, Ola- nieszczęśliwa i zagubiona siostra bliźniaczka, której druga połowa, czyli brat Alek, zaginął w tajemniczych okolicznościach, pozostawiając po sobie pustkę, którą trudno zapełnić, oraz Lena-najbardziej tajemnicza miłośniczka kotów, ulotna i nierzeczywista.
Cztery kobiety, cztery osobowości. Każda na swój sposób tajemnicza, skomplikowana, lecz to, co łączy je wszystkie, to ogromna potrzeba bycia kochaną. Miłość, to uczucie z pogranicza właśnie jawy i snu, życia i śmierci, to słowo klucz do naszego jestestwa. Czasem przyniesie ją wiatr, lekko kierując naszym życiem, by przecięło ścieżkę osoby, idącej z naprzeciwka. Innym razem, wpada przez okno, razem z podmuchem silniejszego wiatru, przynosząc majaki senne, uszczęśliwiające nas, bo dające namiastkę prawdziwego uczucia.
Widać, że Maja Margasińska widać lubi bawić się słowami. Rzeźbi je, ugniata, wypieka, jak najlepsze, świeże i pachnące bułeczki. Smakujemy jej słowa, delektujemy się nimi, tak jak ona. Jej blade koniczyny, wiotkie dziewanny, czy różowawe kule czosnku i płożące się gałązki cieciorki z pierzastymi kwiatuszkami na długich szypułkach, tworzą bukiety pachnące pełnią lata. I rzeczywiście czujemy ich zapach.
Książka Margasińskiej, to również próba pokazania, jak trudno we współczesnym, konkretnym, realnym i pragmatycznym świecie, odnaleźć nie tylko miłość, ale i siebie samego. Jak wiele osób wyobraźnię czyni ważniejszą od rzeczywistości, bo „zmyślona obecność pozwala na przeżywanie cudownego łażenia miłości po plecach, powolnego zbliżania się do siebie […] ale bez konieczności rzeczywistego zbliżenia się, bez musu zmierzenia się z codziennością i z rozczarowaniem”.
„Skąd wieje wiatr” jest książką inną, nie taką typową, schematyczną, gdzie na ostatnich stronach dochodzi do kluczowych rozwiązań i odkryć- kto, jak i dlaczego? Autorka pozostawiła nam wiele niewyjaśnionych kwestii, które możemy podsunąć swojej wyobraźni i dopisać scenariusz kolejnych zdarzeń. Nie wiemy jak potoczą się losy czterech bohaterek, nie dowiemy się, kim była Lena, o kim śnił Jerzy i kogo spotkała Julia. Ale możemy to sobie dopowiedzieć.
Myślę, że debiut literacki Mai Margasińskiej, dzięki tej tajemniczości, doczeka się wielu interpretacji i wielu recenzji. Jednych zachwyci ta aura innego, choć wcale nie gorszego świata, drugich znudzi brakiem wyjaśnienia, innych jeszcze będzie drażnić niezrozumiałym przesłaniem. Ale z pewnością, wzbudzi w czytelniku jakieś emocje, a to właśnie jest droga do sukcesu autorki.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Maja Margasińska, „Skąd wieje wiatr”, Rebis, Poznań 2010
Komentarze