„Dom babci” – recenzja

Recenzja książki „Dom babci”.
Przedświąteczne rozliczenie z przeszłością.

„Dom babci” Beaty Agopsowicz, zgodnie z tytułem, doskonale wpisuje się w tegoroczny „babciny” trend, o którym pisałam w poprzedniej recenzji. Główna różnica polega na tym, że tym razem starsza osoba, która odgrywa w książce tak ważną rolę, już nie żyje.

To właśnie pogrzeb babci Zofii sprowadza do Rachowic jej dwudziestoośmioletnią wnuczkę Lenę. Młoda projektantka wnętrz jest przybita odejściem krewnej, która swego czasu dała jej dach nad głową, ale z którą w ostatnich latach bardzo rzadko się widywała. Pogrążona w żałobie i wyrzutach sumienia Lena dziedziczy dom zmarłej i decyduje się go odnowić, aby jeszcze przed świętami móc wystawić nieruchomość na sprzedaż. W remoncie pomaga jej miejscowa złota rączka Paweł, z którym, jak łatwo się domyślić, zaczyna ją łączyć zażyłość. W międzyczasie, podczas porządków na strychu, Lena znajduje stary pamiętnik Zofii i plik listów przeznaczonych dla nieznanej nikomu Róży, którą postanawia odnaleźć.

Książka posiada dwie linie czasowe: współczesną widzianą na przemian oczami Leny i Pawła (przy czym narracja pozostaje trzecioosobowa) oraz retrospektywną, poznawaną dzięki korespondencji i zapiskom rozpoczynającym się w czasach II wojny światowej. Trzy główne wątki to tajemnica związana z Różą; tragedia, która sprawiła, że Lena tak bardzo unikała powrotu na wieś i oczywiście ten romantyczny, rodzący się mimo oporu ze strony obojga zainteresowanych.

Tym, co skłoniło mnie do sięgnięcia po tę pozycję, była zagadka dotycząca tożsamości Róży i do pewnego momentu to właśnie ona była najmocniejszym punktem całej historii. Generalnie nie przepadam za literaturą wojenną, bo za mocno działa na moją wyobraźnię, ale w takim ludzkim, smutnym, ale niepozbawionym rzadkich przebłysków szczęścia wydaniu była naprawdę wciągająca. Dosłownie można płynąć przez prosty, ale przesycony skrajnymi emocjami tekst. Niemniej, jej finał w pewnym momencie staje się dla czytelnika przewidywalny (czytaj: można połączyć ze sobą elementy układanki, zanim zrobią to nasze postacie), czego zdecydowanie nie mogę powiedzieć o tym, co na swoich barkach nosi nasza główna bohaterka. Moment wyznania prawdy był naprawdę wstrząsający i jestem po części zaskoczona, że opowieść podejmująca tak trudne tematy może być jako całość podnosząca na duchu. Jest tak po części ze względu na ostatni z wymienionych, czyli relację Leny z Pawłem z gościnnym udziałem dobrodusznej sąsiadki Wandy zawsze przygotowanej na uraczenie kogoś ciastem.

Ich pozbawione fajerwerków znanych z filmów Hallmarka spotkania kreują klimat ciepła i przytulnego spokoju. Docenią go nawet ci, tak jak ja, niespecjalnie romantycznie nastawieni czytelnicy, bo chyba każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że dom to nie budynek, a ludzie, nierzadko zupełnie obcy, z którymi można poczuć się jak u siebie. 

Izabela Fidut

Beata Agopsowicz,„Dom babci”, Beata Agopsowicz, Wydawnictwo Szara Godzina, Katowice, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat