Profilerka kryminalistyczna Carmen Rodriguez powraca do rodzinnego miasta w Hiszpanii, gdzie brutalne zabójstwo zmusza ją do podjęcia współpracy z lokalną policją. Wraz z inspektorem Javierem Bardenem rozpoczyna śledztwo. Carmen jest pełna determinacji, by odkryć tożsamość mordercy. Wkrótce jednak śledczy natrafiają na kolejne ciało, co wskazuje na działanie seryjnego mordercy – zbrodnie te przypominają brutalne zabójstwa sprzed lat. Wszystkie tropy kierują uwagę śledczych ku tajemniczemu domowi Cortijo Jurado i mrocznej przeszłości jego dawnych mieszkańców.
„Dom utraconych” to już druga część serii kryminalnej z Carmen Rodrigez, ale znajomość poprzedniej części nie jest konieczna do zrozumienia fabuły. Autorka niemalże nie nawiązuje do wydarzeń z tomu pierwszego. Po lekturze „Jaskiń umarłych”, które serię tę otwierają, utwierdziłam się w przekonaniu, że w przypadku kryminału istotne jest dla mnie to, czy polubię głównych bohaterów. W przypadku powieści autorstwa Katarzyny Wolwowicz zdecydowanie tak było. Poza tym przypadł mi do gustu sposób narracji autorki, co sprawiło, że przymknęłam oko na pewne niedociągnięcia. W „Domu utraconych” wracają one niczym bumerang i znacznie bardziej wpływają na moją ocenę powieści.
Intryga kryminalna w „Domu utraconych” niestety nie jest najwyższych lotów i w zasadzie od pierwszych stron można bez problemu domyślić się, kto jest zabójcą. Dodatkowo autorka poświęca wiele stron na opisywanie rozważań Carmen, sprawiając, że sama sprawa morderstwa schodzi na dalszy plan i niestety na próżno szukać tutaj treści, które przyprawiłyby czytelnika o silniejszy dreszczyk emocji. Co gorsza, bohaterka, którą zdążyłam już polubić, jest w najnowszej odsłonie inną osobą. Niezdecydowana, spolegliwa, nieprofesjonalna. Fabuła zaś rozkręca się naprawdę długo i przez pierwsze kilkadziesiąt stron walczyłam o to, aby nie poddać się i czytać dalej. W dodatku pojawia się w niej wiele nieścisłości, co odbiera przyjemność płynącą z lektury.
Również potencjał samego wątku tytułowego, czyli nawiedzonego domu, nie został w pełni wykorzystany. Nowi bohaterowie i relacje między nimi nie zostały opisane w przekonujący sposób. Po wciągających „Jaskiniach umarłych” kontynuacja losów Carmen wypada po prostu słabo na każdej płaszczyźnie. Nie jest to książka, którą się kończy w bólach, ale ciągłe nieścisłości, absurdy i w pewnym sensie ospałe zachowanie bohaterki dość mocno wpłynęły na moją przyjemność płynącą z lektury.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Katarzyna Wolwowicz, „Dom utraconych”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2024.
Komentarze