Książkę Kathleen Grissom czyta się jednym tchem, bo jej fabuła jest wciągająca i szalenie interesująca, do tego stopnia, że trudno się oderwać od czytania. W „Domu służących” dzieją się rzeczy, których byśmy się nie spodziewali. Akcja trzyma w napięciu i powoduje, że czytelnik trzyma kciuki za główną bohaterkę, chociaż czasami jest zażenowany i poirytowany jej bezmyślnym, lecz nieświadomym postępowaniem.
Bohaterami powieści są czarnoskórzy niewolnicy oraz państwo Pyke i Lavinia – główna bohaterka, dzięki której dowiadujemy się, że rodzina, miłość i lojalność jest najważniejsza.
„Dom służących” to także doskonała lekcja historii, z której warto wyciągnąć wnioski, żeby nie dopuścić do sytuacji opisanych w książce – zdrady, wykorzystywanie innych ludzi, przemoc domowa, ciągłe zastanawianie się, co inni myślą na nasz temat i spożywanie substancji odurzających. W książce zostały poruszone uniwersalne problemy i tematy tabu, o których nikt spoza rodziny nie powinien się dowiedzieć, a to nie zawsze jest dobre i nie należy wszystkiego zamiatać pod dywan.
W powieści pokazane są różne konwenanse, które obowiązywały pod koniec XVIII wieku – kobiety nie powinny zajmować się nauką, ale powinny umieć zachować się w towarzystwie, żona nie powinna sprzeciwiać się mężowi.
„Dom służących” jest debiutem powieściowym Kahleen Grissom i składa się z historii usłyszanych od ojca pisarki, a także z zgłębienia wiedzy historycznej dotyczącej niewolnictwa w latach 1791-1810 w Wirginii oraz fikcji literackiej. Dlatego też książka nie przedstawia suchych faktów o wykorzystywaniu ludzi, ale jest wzbogacona o wątki miłosne, które sprawiają, że to, co chce ukazać pisarka o niewolnictwie jest łatwiejsze do zrozumienia, a przy tym nie jest nudne, bo akcja powieści jest rozbudowana i zaskakująca.
Już dawno nie miałam do czynienia z tak dobrze napisaną powieścią, która ma za zadanie przedstawić fakty historyczne. Przez to, że jest urozmaicona wieloma wątkami sprawia, że jej percepcja jest czystą przyjemnością. Zdarzają się również takie momenty podczas czytania, że człowiek zastanawia się, jak kiedyś mogło się tak niegodziwie traktować ludzi. Chociaż nie jest to tylko gorzkie opisanie sytuacji niewolników, bo w książce pokazane są również sceny, w których wyraźnie widać, że nie wszyscy biali byli źli i znęcali się nad służącymi. Warto sięgnąć po tę powieść, aby uświadomić sobie czym jest, albo czym powinna być, rodzina. Prawdy zawarte w książce są wskazówką, która uświadamia, że mimo wszystko rodzina jest najważniejsza i nigdy nie możemy o tym zapomnieć.
Natalia Lechoszest
(natalia.lechoszest@dlalejdis.pl)
Kathleen Grissom, „Dom służących”, Słupsk, Wydawnictwo Papierowy Księżyc, 2013
Komentarze