„Dom Wzajemnych Rozkoszy” – recenzja

Recenzja książki „Dom Wzajemnych Rozkoszy”.
MacPenis i MacCipka zapraszają przed telewizory. Tego jeszcze nie widzieliście! Nadchodzi reality show na miarę XXI wieku. A wszystko to w najnowszej powieści Hanny Samson.

Telewizja nadaje nowy format. Jest to program erotyczny oparty na „Dekameronie” Boccaccia. 7 kobiet i 3 mężczyzn ma zabawiać widzów i siebie nawzajem najbardziej pikantnymi i ociekającymi erotyką opowieściami. Tylko jeden z nich, ten który wywoła i najdłużej utrzyma podniecenie widzów, zostanie zwycięzcą.

Jak na złość twórcom, początkowo uczestnicy nie mówią o seksie. Raczej dzielą się swoimi radościami i troskami. Wprawia to w szewską pasję reżysera – bo przecież słupki, bo oglądalność! Widzowie chcą pikanterii i seksu! Nikt nie ma ochoty słuchać o życiowych problemach!

Okazuje się jednak, że ani widzowie ani uczestnicy nie są tacy głupi. Mimo nieustannych seksualnych nagabywań ze strony prowadzących, zawodnicy toczą opowieści w swoim rytmie. Widzowie natomiast wciągają się w te, z pozoru zwykłe, historie. Cała koncepcja show, w którym zamyka się ludzi w tak zwanym Domu Wzajemnych Rozkoszy i każe dzielić się seksualnymi przeżyciami budzi w czytelniku zażenowanie. Natomiast wtrącenia prowadzących – MacPenisa i MacCipki – sprawiają, że nie stać nas nawet na porządne postukanie się w czoło, bo ile razy można. Dopiero później telewidzowie stwierdzają, że skoro telewizja ich karmi tą papką to może jednak powinni jej oczekiwać? Z czasem też, jak się okazuje inteligentni i nie dający się wodzić za nos MacPenisowi i MacCipce, uczestnicy odsłaniają coraz wstydliwsze sekrety. Widz i czytelnik oswaja się z formułą programu. Idealnie ukazany jest tu mechanizm przyzwyczajania odbiorcy do najniższych treści i karmienia go przekonaniem, że stanowią one odpowiedź na jego oczekiwania.

I wtedy niespodziewanie ginie jedna z uczestniczek. Mimo, iż reżyser postanawia, że show musi trwać, atmosfera gęstnieje. Nikt z zawodników nie może czuć się bezpieczny. Z czasem odkrywamy też, że są oni w jakiś sposób powiązani, a casting nie był przypadkowym wyborem.

„Dom wzajemnych rozkoszy” trzyma w napięciu do ostatniej strony. Umiejętne żonglowanie historiami bohaterów podsyca ciekawość czytelnika. Podobnie jak widzowie, my też nie możemy doczekać się końca opowieści. Ten jednak pozostawia nas z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Książka się urywa, nie dając nam pewności czy autorka planuje kontynuację, czy każdy z nas powinien dopisać sobie swoje własne zakończenie. Wydaje się bowiem, iż ważniejsze niż to kto zabił, jest ukazanie oddziaływania telewizji i kreowania przez nią rzeczywistości. Ta książka to satyra na współczesny coraz bardziej obnażający się świat i galopujące za sensacją media. Dodatkowo mamy tu całą gamę polskich przywar i obaw. Hanna Samson w, może momentami przejaskrawiony, ale bardzo trafny sposób portretuje nasze społeczeństwo.

Autorka snuje swoją opowieść pod znakiem bardzo inteligentnego humoru brutalnie obnażającego absurdy naszej codzienności i sfery publicznej. Książka jest oparta na oryginalnym pomyśle i napisana ironicznym stylem, który osobiście uwielbiam. Momentami wręcz prosto z mostu uderza w czytelnika, niekiedy bardzo dosadnym językiem. W Domu Wzajemnych Rozkoszy nie ma bowiem miejsca na owijanie w bawełnę.

Beata Żelazek
(beata.zelazek@dlalejdis.pl)

Hanna Samson, „Dom Wzajemnych Rozkoszy”, Warszawa, Wydawnictwo Czarna Owca, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat