„Dom złudzeń. Zosia” – recenzja

Recenzja książki „Dom złudzeń. Zosia”.
Wszystkie mieszkanki Domu Złudzeń były nieszczęśliwe i żyły raczej nikłymi marzeniami niż własnym życiem. Codziennością była walka, troska i cierpienie. Czy z Zosią będzie inaczej?

Ponad czterdziestoletnia Zosia postanawia spełnić swoje marzenie, a zarazem plan, i stworzyć spokojny dom dla zdolnych dzieci. Do tego celu udaje jej się wygrać w przetargu Dom Złudzeń – nieruchomość, która już od długiego czasu była w rodzinie, a teraz stanęła do licytacji. Gdy jej plan nabiera kształtu, pojawia się wizja realizacji planów, ale jednocześnie u drzwi Zosi staje kuzynka Iga z ogromnymi pretensjami. Co więcej, w życiu działaczki społecznej od pewnego czasu kręci się kilka lat młodszy Piotr, u jej drzwi stawia się przystojny Michał, a znany, poznański poeta wciąż narzuca się ze swoimi erotykami. Jeśli dodać do tego fakt, że ukochana córka Zosi, Marietta, decyduje się na studia na innym kontynencie – rzeczy zaczynają przybierać nieciekawy obrót. Czy Dom Złudzeń i dla Zosi stanie się miejscem cierpień?

„Dom złudzeń” to dwutorowo prowadzona opowieść o życiu kobiety, której los wiele dał, ale i można podejrzewać, że wiele odebrał. Czy jednak na pewno? Zosia jest postacią złożoną, z pozoru bardzo dobrą i pomocną, w tym wszystkim jednak irytująco gubiącą zdrowy egoizm. Prezentowany przez nią altruizm tylko do pewnego momentu wydaje się sensowny – uczucie to mija w momencie, gdy Zosia i jej bliscy stają się ofiarami poświęcenia. Z jednej strony najwygodniej byłoby zrzucić winę za wszystkie niepowodzenia na los, który płata najróżniejsze figle. Ta książka jednak – przynajmniej dla mnie – ma zupełnie inny sens. O ile kobiety z Domu Złudzeń zdają się walczyć z losem, o tyle tak naprawdę walczą tylko ze sobą.

Nie oczekiwałam, że w książce poznam również wcześniejsze losy Zosi. Przyznam, że z jednej strony dodało to charakteru powieści i wyjaśniło wiele zagadek związanych z charakterem bohaterki; z drugiej jednak strony momentami opisy te zwyczajnie przeciągały się i zbyt mocno odciągały uwagę od akcji. Przeciwstawienie znanej nam już postaci Igi z postacią – wydawać by się mogło – delikatnej Zosi robi wrażenie, ale momentami wydawało mi się zbyt przejaskrawione.

Chciałabym móc napisać, że historia Zosi mogłaby przydarzyć się każdej kobiecie. Niestety, mam wrażenie, że minęłabym się wtedy z prawdą. Choć opowieść o losach Zosi jest wciągająca i świetnie sprawdza się jako fabuła książki, której zadaniem jest oderwanie naszych myśli od codzienności, o tyle trudno jest się z nią zidentyfikować. Zbyt wiele jest tutaj niesamowitych zdarzeń, przypadków i zrządzeń losu. Przynajmniej takie jest moje wrażenie.

„Dom złudzeń” to dobra powieść z kręgu polskiej literatury kobiecej, która stanowić może ciekawy przerywnik w codzienności. Świetnie obrazuje, jak bardzo ludzie lubią zrzucać na karb losu wszystkie swoje wady, złudzenia i naiwność. I w tym kontekście może być niesamowitym wsparciem dla osób, którym wydaje się, że życie pokonuje ich na każdym kroku.

Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)

Iwona J. Walczak, „Dom Złudzeń. Zosia”, Zakrzewo, Wydawnictwo Replika, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat