Ada Croft jest jedną z niewielu pozostałych na świecie Dużych. Przekracza swoimi rozmiarami wielkość przeciętnego człowieka do tego stopnia, że jej dom musi mieć wycięte dziury w kilku kondygnacjach, aby mogła wygodnie usiąść i się poruszać. Od wieków – od kiedy żyje – angażuje się w sprawie śmiertelników, pomagając między innymi lekarzom przy trudnych sprawach. Jest też jednak ekscentryczna, a jej szalony śmiech rozbrzmiewa w różnych porach ponad nadmorską miejscowością Ryki. Jak na nieśmiertelną przystało, jest nestorką swojego rodu. Mierząc się z trudem żegnania kolejnych pokoleń bliskich, powoli zatraca uważność i zmienia się w sposób widoczny tylko dla nich. Wszystko trwa przez dziesięciolecia, aż do momentu, gdy pojawia się zagrożenie. Jest nim tajemnica sprzed lat, która teraz może wyjść na jaw…
Cenię sobie szczerość w recenzjach, dlatego otwarcie napiszę, że pierwszy tom powieści „Domek” mnie nie zachwycił. Nie znaczy to jednak, że nie dostrzegam zalet tej nietypowej historii. Adrianna Szymańska stworzyła ją i wydała jako swój debiut, który na długo będzie kojarzył się z jej stylem. Jak sama autorka wspomina, od dzieciństwa mieszkając w Rykach, tworzyła niesamowite historie o tej miejscowości. „Domek” jest jedną z nich.
Powieść można określić jako bardzo charakterystyczny początek nietypowej sagi. Nietypowej, bo opisanej tylko w formie trylogii. Nietypowej również dlatego, że kolejne pokolenia bohaterów i mieszkańców tytułowego domku witamy… i żegnamy dość szybko. Akcja toczy się przede wszystkim wokół Ady, która ze swojej wysokości obserwuje małych, śmiesznych ludzi i ich codzienne problemy. Budynek, w którym mieszka, dla niej niewielki, jest schronieniem dla licznych rodzin związanych z Dużą przede wszystkim więzami pokrewieństwa, ale też historią. Czytelnik jest świadkiem tych relacji – może je obserwować, oceniać. I dostrzegać w nich wiele podobieństw do własnego życia.
Choć pomysł na fabułę jest ciekawy, to jednak ilość bohaterów szybko zaczęła mnie męczyć, zwłaszcza że wielu z nich pojawia się tylko dodatkowo i nie wpływa znacząco na same wydarzenia. Ady nie polubiłam aż do końca książki, choć z czasem przestała jawić mi się jako tak nieznośna, jak na początku. Jednocześnie nie mogłam się powstrzymać przed odtwarzaniem oczyma wyobraźni tego, co otaczało bohaterów – wyglądu wnętrza domu, odmalowanej fasady, biegających za budynkiem psów. Sposób pisania, choć barwny, sprawiał momentami, że musiałam odpocząć od lektury.
Pomimo własnej, dość chłodnej oceny polecam „Domek. Tom 1” wszystkim czytelnikom, którym znane są Ryki. To świetny sposób na nadanie miejscowości magicznego charakteru, dzięki któremu ma ona szansę zapisać się w pamięci wielu. Nietypowa opowieść i ciekawy pomysł sprawiają, że debiut Adrianny Szymańskiej mimo wszystko polecam.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Adrianna Szymańska, „Domek. Tom 1”, Gdynia, Novae Res, 2019.
Komentarze