Często, czytając zarysy nowości, szczególnie w przypadku powieści z dreszczykiem, można odnieść wrażenie, że wszystko już było i jedyne, co pozostało, to odgrzewanie starych schematów. Czasem jednak jakieś słowo lub sformułowanie przykuwa naszą uwagę na tyle, że jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie entuzjazm i stwierdzić, że chociaż ten jeden element zasługuje na szansę i sięgnięcie po lekturę.
W przypadku „Doskonałej pary” tym czymś, czy raczej kimś, jest Avery Chambers, terapeutka, która straciła licencję na wykonywanie zawodu i teraz pracuje jako konsultantka. Za wymuszoną zmianą nazwy idzie jednak coś więcej. Avery stosuje w ramach swojej praktyki delikatnie mówiąc, niekonwencjonalne, a prawdę mówiąc, minimalnie balansujące na granicy stalkingu metody. Fakt ten nie odstrasza jednak potencjalnych klientów, są oni na tyle zdesperowani, że godzą się na wszystko, wliczając bardzo wysokie honorarium.
Należą do nich między innymi Marissa i Matthew Bishopowie, tytułowa doskonała para (w oryginale The Golden Couple) wyposażona w tradycyjne atrybuty fikcyjnych chodzących ideałów: pieniądze, dziecko, dom i atrakcyjną powierzchowność. Na tej pięknej fasadzie pojawia się jednak rysa w postaci zdrady ze strony Marissy. Kiedy Avery bierze ich pod swoje skrzydła, okazuje się, że to wcale nie najgorszy z ich problemów.
Okładkowy blurb sugerował thriller psychologiczny, jednak ta klasyfikacja jest trochę na wyrost. Książka posiada dwie narratorki: Avery i Marissę, przy czym tylko ta pierwsza prowadzi narrację pierwszoosobową. Dzięki temu z miejsca zyskuje w naszych oczach przewagę, chociaż też raczej obserwujemy, co robi niż dowiadujemy się, co myśli. Mimo iż bohaterka jest tera…, wróć, konsultantką to czym się zajmuje bardzo przypomina pracę prywatnego detektywa. Mamy więc do czynienia ze swoistym śledztwem, które ma rozłożyć na czynniki pierwsze niemalże każdy element życia Bishopów.
Do pewnego momentu dostarcza to frajdy i napięcia, ale z czasem można odnieść wrażenie, że autorki aż do przesady gmatwają nagromadzone wątki (małżeńska drama, rodzinna drama, morderstwo sprzed lat, dziwna współpracowniczka, namolna była, krwiożercza firma farmaceutyczna, sprawa z ubezpieczycielem, inni klienci Avery, jej romanse, jej pasierbica itd.). Ten czysto kryminalny siłą rzeczy zepchnięty jest na dalszy plan. Moim zdaniem wiele traci poprzez ograniczenie pola podejrzanych i aż do finału funkcjonuje jakby na doczepkę. Końcowa próba posklejania tego wszystkiego w całość nie wypada przekonująco, a raczej komicznie, biorąc pod uwagę, kto komu składa propozycję nie do odrzucenia.
Podsumowując, książka ma świetny start, coraz bardziej zagmatwany środek i dalekie od satysfakcjonującego zakończenie. Nie przeczę, czyta się szybko, a rozdziały są krótkie, ale ta ciągła potrzeba twistów i komplikacji z czasem zaczyna męczyć i rozprasza uwagę czytelnika. Efekt jest taki, że po jej odłożeniu, a mówimy o 474 stronach, czułam jedynie uczucie ulgi i pustki w głowie.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
„Doskonała para”, Greer Hendricks, Sarah Pekkanen, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2023r.
Komentarze