Caleb jako dziecko był ofiarą najokrutniejszego w świecie molestowania przez dorosłych. Gdy osiągnął dojrzałość, postanowił zemścić się na swoim wieloletnim oprawcy – i robi to, znajdując człowieka o podobnym celu, a potem szkoląc młode seksualne niewolnice. Jego ostateczną „podopieczną” oraz jednocześnie sposobem zrealizowania planu jest Livvie – osiemnastolatka z problemami dotyczącymi swojej seksualności, długo obserwowana, a potem porwana i trzymana w zamknięciu. I choć szkolenie na niewolnicę zdaje się iść po pierwszych trudnościach w dobrym kierunku, to jednak pojawia się coś, czego ani Caleb, ani Livvie nie mogli przewidzieć – uczucie…
Wiele osób, których recenzje czytałam w sieci przed sięgnięciem po „Dotyk ciemności” określało tę książkę jako odbicie Greya w najbrzydszych, ciemnych zakamarkach ludzkiej duszy. Cóż, tego porównania nie jestem w stanie zweryfikować, jako że ów cykl nie znalazł się na mojej liście lektur – wiem jednak, że jeśli podejdzie się do książki C.J. Roberts jako do samego świata erotyki, to znajdzie się w niej tematy poruszane w literaturze od stuleci, a na dłuższą metę – nieco męczące. Tymczasem jest to również imponujące studium ludzkiej psychiki. I właśnie jako takie studium z podtekstem mrocznej erotyki książka ta wypada najlepiej.
Syndrom sztokholmski wszedł do użytku jako termin psychologiczny związany z porwaniem dopiero w latach 70. XX wieku, ale jest obecnie chętnie wykorzystywanym motywem, zarówno filmowym, jak i literackim. Między Calebem a Livvie również nawiązuje się więź, której on w końcu może gorzko pożałować, odchodząc od swoich typowych zasad na rzecz uczucia. Livvie, korzystając z odrobiny wolności, nadal ma obiekcje co do tego, czy robi dobrze – i w ostatecznym rozrachunku próba ucieczki okazuje się po prostu wpadnięciem z deszczu pod rynnę, wzmacniając coś, co można nazwać jej miłością do Caleba.
„Dotyk ciemności” nie dostarcza nam wielu bohaterów, nad których losami i decyzjami musimy się zastanawiać. To dobrze skonstruowany świat, w którym owszem, czytamy o innych ludziach, ale żyjemy życiem jedynie dwóch osób. Postaci są bardzo rozbudowane, nie czarno-białe – dzięki temu książkę czyta się dość przyjemnie.
Ci, którzy obawiali się – albo odwrotnie, oczekiwali – mrożących krew w żyłach i szokujących scen seksualnych będą częściowo ukontentowani. W rzeczywistości tej okładkowej, mrocznej erotyki nie ma w książce za wiele i nie natkniemy się na nią co stronę. Jednocześnie, pojawiające się sceny mogą być bardzo poruszające, a nawet wręcz odpychające dla wrażliwych osób. Mogę jednak stwierdzić, że w świecie, gdzie seksualność przestała być tematem tabu, erotyka sama w sobie nie jest tak zawstydzająca – dla mnie osobiście najbardziej poruszającym tematem był wstyd i zażenowanie. A w tym kontekście książka ta jest prawdziwym majstersztykiem.
Zdecydowanie „Dotyk ciemności” nie jest książką, po którą sięgnąć może nastolatek; a jestem nawet skłonna powiedzieć, że i nie każdy dorosły poradzi sobie z jej treścią. Warto podejść do niej jak do studium psychologicznego więzi, która może łączyć ofiarę i oprawcę. W innym przypadku – szybko nam zbrzydnie.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
C. J. Roberts, „Dotyk ciemności”, Poznań, Czwarta Strona, 2015
Komentarze