Soraya Vendetta spotyka swojej drodze mężczyznę, który bardzo ją intryguje. Od dłuższego czasu przypatruje mu się, aż pewnego dnia dostaje w swoje ręce jego telefon. Chce go oddać, ale rozmowa jej uświadamia, że koleś jest wielkim bucem z przerośniętym ego. Niezrażona postanawia oddać mu własność. Kontakt face to face utwierdza ją w przekonaniu trzymania się od niego jak najdalej. Graham Morgan to największy dupek, który za wszystkie pieniądze świata nie kupi ogłady. W ramach zemsty zostawia telefon w recepcji. Nie zapomina oczywiście o oryginalnej nauczce. Od tego czasu Graham jest zaintrygowany kobietą i postanawia dowiedzieć się, kim jest. Czy Soraya da mu szansę? Czy mężczyzna cokolwiek zdziała? Co wyniknie z ich kolejnego spotkania?
Liczyłam na kolejny sztampowy erotyk, który będzie powieleniem wielu schematów. Otrzymałam jednak naprawdę ciekawą książkę, która wciągnęła mnie od pierwszych stron. Głównie skupia się na wątku przyciąganiu do siebie bohaterów, ale uzupełniona jest o kilka ciekawych rzeczy. Jest to powieść, która nie opiera się na scenach seksu i kopulowaniu w każdym możliwym miejscu. Nazwałabym ją bardziej romansem z elementami erotyki. Wszystko jest bardzo dobrze wyważone. Nie poczułam się zniesmaczona nawet przez moment. Relacje wszystkich bohaterów są bardzo dobrze opisane. Oczywiście najbardziej lubię Sorayę. Jest to silną, niezależną kobietą. Jej niewyparzony język pakuje ją w wiele dziwnych sytuacji, ale jest tak prawdziwa oraz szczera, że nie da się jej nie lubić. Bywa pyskata i prowokująca, a do tego bardzo przyciągająca swoją seksualnością. Grahama na początku nie lubiłam, ale z kolejnymi stronami - zmieniłam zdanie. Gburowatość jest jego systemem obronnym przed światem. Właśnie w ten sposób nie pozwala żeby coś go dotknęło czy skrzywdziło. Dlatego też rozstawia ludzi po kątach i nauczony jest, że każdy go słucha. Pod powłoką drania kryje się namiętny, uczuciowy oraz oddany mężczyzna, który po stracie matki się zmienił. Nadal opiekuje się babcią.
Mimo wielu przeciwności, główni bohaterowie cały czas walczą o siebie. Nie mają łatwo. Co chwilę pojawia się jakaś przeszkoda. Podoba mi się, że autorki zmuszają czytelnia do zastanowienia się nad przedstawionymi wątkami - miłość, szczęście, zdrada. Fabuła rozwija się w dobrym tempie, a niespodziewane sytuacje zaskakiwały co chwilę. Dzięki temu nie da się nudzić podczas czytania „Drania z Manhattanu”. Powieść ma wiele wcześniej używanych zabiegów, ale nie jest sztampowa, a wszystko dzięki bohaterom, sytuacjom i oryginalnym połączeniom. Napiszę to otwarcie – jedna z lepszych w swoim gatunku! Tak bardzo cieszę się, że po nią sięgnęłam.
„Drań z Manhattanu” jest idealna dla osób, które lubią czytać o rodzącym się uczuciu. Nie ma tu przesadnej słodyczy i bardzo wydumanych sytuacji. Bohaterowie, mimo scenerii, są prawdziwi i można się z nimi utożsamiać. Pieniądze nie zawsze dają szczęście, a bieda to nie najgorsze co może spotkać człowieka. Wszystkie wątki zostały wyjaśnione, więc podejrzewam, że nie będzie kontynuacji, a szkoda. Bardzo chętnie wróciłabym do świata wykreowanego przez autorki.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Vi Keeland, Penelope Ward, Drań z Manhattanu, Gliwice, Editio, 2018
Komentarze