Trzydziestoletnia, świeżo upieczona rozwódka Katarzyna wraca do swojej rodzinnej wsi z poczuciem ogólnego rozbicia i zawodu. Jej kariera pisarska po pierwszych sukcesach od roku leży odłogiem, zaś ukochany mąż, Dareczek, okazał się wypielęgnowanym pięknisiem tak pragnącym dziecka, że robiącym go sąsiadce. Powrót do wsi Ukojenie jest dla Katarzyny testem. Ściera się z ojcem, który na siłę próbuje znaleźć dla niej męża-rolnika, a także z lokalnymi plotkami na temat jej sytuacji. Jedyny ratunek stanowią cztery przyjaciółki, które wspierają Katarzynę w jej najgłupszych pomysłach. Ale wszystko zaczyna się od nowa, gdy – potraktowana jak podlotek – poznaje lokalną legendę, Niedźwiedzia.
Pierwsze moje wrażenie było takie, że „Droga do Ukojenia” nie jest lekturą powalającą, jeśli chodzi o objętość czy okładkę. Na szczęście, zgodnie z moimi oczekiwaniami, cechy te nie szły w parze z brakiem akcji i ciekawych dialogów. Oto poznajemy inteligentną, acz nieco zagubioną i niewierzącą w siebie Katarzynę, która postanawia wrócić do domu po zakończeniu swojego nieszczęśliwego małżeństwa. Już sam powrót do wsi o tak sugerującej nazwie jak Ukojenie mówi sam za siebie. Na miejscu bohaterka poznaje kilka przyjaciółek i walczy z ojcem, który próbuje wpoić jej pozostanie na gospodarce, aktywnie swatając z lokalnymi kawalerami. Potem w banalnie przewidywalny sposób na scenie pojawia się ikona męskości w osobie Pawła Niedźwiedzkiego, złośliwie nazywanego Niedźwiedziem – mieszkającego na odludziu samotnego ojca o mrocznej naturze. I zaczyna się romans…
W sumie cała konstrukcja wydaje się nad wyraz banalna, a mimo to książka ma w sobie to coś, co sprawia, że przeczytałam ją właściwie w kilka godzin. Katarzyna Łochowska wykonała kawał dobrej roboty, pisząc w lekkim, a jednocześnie zaraźliwym stylu, który angażuje czytelnika zupełnie w to, co dzieje się wokół bohaterki. I choć może Niedźwiedź przypomina nieco Bestię z bajek Disneya, to nadal jest tak realny i namacalny jak każdy opuszczony i zraniony mężczyzna. Na szczęście, nie jest księciem na białym koniu, a raczej… Przekonajcie się sami.
Zdziwiłby się ten, kto przeczytałby końcówkę książki. Z pewnością nie tak wyobrażamy sobie losy młodej, doświadczonej przez życie kobiety – i nie tak widzimy realia dzisiejszej wsi. Nie ma jednak nic złego w tym, że Ukojenie jest miejscem nieco baśniowym, bliskim nie tylko autorce, ale i każdej kobiecie. Ja osobiście chciałabym żyć w takim Ukojeniu, które rządziłoby się swoimi ludzkimi prawami – a jednak było swoje, własne. I taka jest właśnie ta opowieść – kojąca, uspokajająca, pokazująca nie tyle wiarę z miłość, ile to, że najważniejsza jest wiara w sobie. To ona jest podwaliną pod wszelkie inne emocje.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Katarzyna Łochowska, „Droga do Ukojenia”, Warszawa, Wyd. Literackie Białe Pióro, 2015
Komentarze