„Droga na koniec świata” – recenzja

Recenzja książki „Droga na koniec świata”.
Każdy ma marzenia… Każdy chciałby je spełniać, ale niestety nie zawsze mamy tyle odwagi, by je realizować i robić to o czym się marzy od zawsze…

Od zawsze podziwiałam osoby, które podążają za marzeniami. Osoby, które niczego się nie boją lub potrafią walczyć ze swoimi słabościami. Podziwiałam, bo zastanawiałam się, czy ja bym tak potrafiła. Czy można tak postawić wszystko na jedną kartę i zacząć żyć od nowa? Czy można iść w kierunku naszych marzeń i wieść szczęśliwe życie? Okazuje się, że można i pokazuje to nie tylko autor, ale moje życie, które wiele zweryfikowało z biegiem czasu i dziś mam w sobie o wiele więcej odwagi i siły niż rok temu.

To właśnie dlatego tak bardzo polubiłam głównego bohatera tej książki. Paweł, mężczyzna, któremu zawsze wiał wiatr w oczy. Trudne dzieciństwo i brak ojca bardzo odbił się na jego psychice. Późniejsze lata młodości także nie były dla niego dobrym czasem. Z pozoru Paweł to młody, inteligentny mężczyzna. Silny i bardzo poukładany. To właśnie były tylko pozory. Mężczyzna może i na zewnątrz wydawał się silny, ale w środku był właśnie zagubiony, smutny, nie mający chęci do życia. Nic go nie motywowało. Nic nie dawało mu siły i czuł się beznadziejnie. Postanawia postawić wszystko na jedną kartę.

Wyrusza w nieznane. Szlak świętego Jakuba wiodący do Santiago de Compostel. Nie wie co go spotka. Nie wie co się wydarzy. Pokłada jednak nadzieje, że coś się odmieni w jego życiu. I tak rozpoczyna się jego piesza pielgrzymka wybranym szlakiem. Nieszczęśliwie zakochuje się. „Tak, ona z pewnością była inna. Była wyjątkowa. Przy niej zaczął odzyskiwać wiarę w ludzi. Przy niej w końcu czuł się potrzebny i rozumiany. Gdyby tylko nie ten trzystudwudziestokilometrowy dystans, który ich dzielił. Jako zdeklarowany przeciwnik związków na odległość tej bariery nie mógł niestety zaakceptować.” Zmaga się z własnymi słabościami całą podróż. Pozna swoje wnętrze lepiej niż mógłby przypuszczać i co najważniejsze robi porządek ze swoją bardzo bolesną przeszłością.

Książka Marcina Kretkiewicza jest godna uwagi. Jest piękną historią, która pokazuje jak bardzo nasze dzieciństwo i nasze lata młodości mają znaczenie w późniejszych naszych latach życia. Jak brak miłości ojca, czy matki odbija się na ludzkiej psychice. Czy można zacząć wszystko od nowa i na zawsze rozprawić się ze swoją przeszłością? Myślę, że można i autor książki chciał to przekazać kreując głównego bohatera.

Prawdą jest, że wyruszając w podróż i zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie nic po naszym powrocie nie będzie już takie samo.

Monika Pawlak
(monika.pawlak@dlalejdis.pl)

Marcin Kretkiewicz, „Droga na koniec świata”, Gdynia, NOVAE RES, 2017



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat