Miejsce autorka wybrała nieprzypadkowo, bowiem urodziła się tam, wychowała i przez większą część roku pomieszkuje. Stąd opisy życia mieszkańców i samej wyspy wydają się wiarygodne i dość ciekawe. W przeciwieństwie do opowiedzianej banalnej historii o słodkiej, głupiutkiej, choć uchodzącej za mądrą, 23-letniej Beth Hayes. Podczas lektury cały czas miałam wrażenie, że bohaterka ma tak naprawdę trzynaście lat. No cóż, może wspaniały klimat pozwala na dłużej zachować dziecięcą niewinność. Dziewczę po skończeniu college’u, na prośbę rodziny wraca na wyspę wraz ze swoją słodką psinką, miniaturowym yorkshire terrierem Lolą, by przez kolejny rok doglądać rodowej posiadłości. Ze „współczuciem” i dużą dozą empatii śledziłam filozoficzne wywody Beth o jej trudnym losie i przymusowym zesłaniu na wyspę, krzyżującym plany zawodowe (których tak naprawdę nie miała). Żeby dopełnić tragicznego losu, należy dodać, że w domu mieszkają duchy – zmarłej babki i pracującej tam, acz zaprzyjaźnionej kobiety – Livvie. „Urocze” są sceny, kiedy duszki w trosce o lokatorów, a zwłaszcza małą Beth, przestrzegają przed niebezpieczeństwem, na przykład pojawiają się w lustrze motylki, a nawet sama Livvie. Szkoda tylko, że sygnały zmarłych nie zawsze zostają wysłuchane. No, ale wtedy nasza dziewczynka nie mogłaby popełniać błędów – źle lokować uczuć i pieniędzy z pokaźnego funduszu powierniczego – a tym samym zabrakłoby pomysłów na zapełnienie aż 400 stron tej bzdurnej opowieści. Gdyby ktoś się zmartwił o Beth, to śpieszę uspokoić, że znajdzie się książę, który ze zręcznością Don Kichota będzie walczył o serce swojej Dulcynei.
„Powrót na wyspę” to lekka i łatwa lektura, nawet zbyt łatwa. Nadaje się do poduszki, zwłaszcza dla osób cierpiących na bezsenność, z nudów usną natychmiast. No chyba, że za bardzo zirytuje ich główna bohaterka i jej „egzystencjalne” problemy.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Dorothea Benton Frank, „Powrót na wyspę”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010
Komentarze