Gdy urodzi mu dziesiątki dzieci bez małżowin usznych, zostaje porzucona. Ale jej poświęcenie nie pójdzie na marne.
Do wielkiego filozofa, który wskutek działań politycznych został wykluczony z dotychczasowego życia, przychodzi piękna Dunia. Kobieta jest młoda, energiczna, skoncentrowana na intensywnym życiu seksualnym ze swoim wybrankiem, ale również oddana rodzeniu dzieci o dziwnych uszach bez małżowin. Wiernie trwa przy swoim kochanku, który – ze względu na wiek – nie może sprostać jej oczekiwaniom w łóżku, i zaczyna snuć opowieści i filozoficzne wywody. I choć opuszcza kobietę, ta – pod postacią dżinniji – wraca do niego po kilkuset latach, nawiedzając go w grobie i pozwalając na skończenie filozoficznej dysputy z największym wrogiem. Dyskusja to raczej walka między religią a rozumem. Kto zwycięży? Tego nie sposób zdradzić, jednak wiadomo, że potomstwo, które zrodziła Dunia, będzie miało ważną rolę do odegrania w przyszłym, areligijnym świecie.
Salman Rushdie stworzył zupełnie niespotykaną, szkatułkową powieść, która albo się spodoba, albo zdecydowanie odrzuci swoją formą. Ja przeżyłam podczas lektury oba te stany, zwłaszcza, że potrzeba odpowiedniego nastawienia oraz zaangażowania w powieść, aby w ogóle spodobała się czytelnikowi. Nie jest to książka do szybkiego czytania, nie wymagająca zbytniego skupienia – to pozycja, która od czytelnika wymaga. I już to na wstępie nie każdemu może się spodobać.
Baśniowy charakter utrzymany jest nie tylko w tytule (wszak dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy to nic innego jak 1001 nocy), ale również i w postaciach oraz zdarzeniach. Niezwykły świat dżinnów i dżinnij, czyli ich żeńskich odpowiedników, zdecydowanie łamie dotychczasowe przekazy na temat tych istot. Choć ukształtowane na postaci obce nie tylko naszej kulturze, ale również i racjonalizmowi świata, stają się po prostu… karykaturami ludźmi. I to właśnie w dyskursie między religijnością a rozumem o ludzkie losy walczą istoty, które nie żyją w zgodzie ani z jedną, ani z drugą z tych wartości.
Salman Rushdie pisze językiem, który jest dość dobrze przyswajalny dla czytelnika. Jednocześnie, opisuje takie rzeczy, które znacznie utrudniają odbiór lektury. Przyjemność z czytania i śledzenia losów potomstwa niezwykłej dżinniji i egoistycznego filozofa pojawia się stopniowo, zaś baśniowość ukryta jest sprytnie za fasadą ironii i nieoczywistego humoru. Bohaterowie mają cechy tak mocno nakreślone, że chwilami aż przerysowane. Nie przesłaniają jednak, dzięki charakterowi, w jakim skonstruowana jest powieść, celu całej książki – dyskusji między tym, co dla ludzi jest lepsze, ważniejsze i bliższe: rozum czy religia.
Zawiodą się ci, którzy w powieści szukają zupełnie innego wymiaru baśni z Księgi tysiąca i jednej nocy. Autor stworzył raczej książkę, która doskonale unaocznia kryzysy, konflikty i szaleństwa czasów, w których przyszło nam żyć. Jednocześnie jednak, są to też problemy wszystkich czasów, bez względu na to, jak bardzo chcemy przekonać siebie i otoczenie, że jest inaczej. To świetna powieść filozoficzno-baśniowa, nieco jednak przerysowana i nadmiernie wydłużona, co może utrudniać jej odbiór.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Salman Rushdie, „Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy”, Poznań, wyd. Rebis, 2015
Komentarze