Odkąd pamiętam, lubiłam tematykę związaną z duchami i „życiem po życiu”. Pomysł na książkę, w której akcja dzieje się, że tak powiem, wewnątrz, wydał mi się ciekawy. Zastanawiało mnie, czy da się jeszcze do tematu tego podejść inaczej, zaskakująco czy wymyślono już wszystko, a historia będzie powielonym wzorem.
Licealistka Lea zawsze była nieco inna niż reszta ludzi, jednak jej życie wywróciło się do góry nogami dopiero po tym, jak w opuszczonym domku spotkała tajemniczego Wiktora. Okazało się, że niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku, a jej inność polega na czymś więcej, niż tylko wrodzonej odporności na ból. Dziewczyna dowiaduje się o zjawiskach, które wcześniej nie przyszłyby jej na myśl i zostaje postawiona przed wieloma trudnymi wyborami: od pomocy duchowi do poznania samej siebie.
Od samego początku nic nie jest jasne. Zarówno bohaterowie, jak i realia są osnute tajemnicą. Prolog aż mnie wystraszył, jednak po nim było już zagadkowo w pozytywnym sensie. Stworzone przez autorkę zasady i zjawiska z pogranicza świata ludzi i astralnego intrygują, choć początkowo to nie na ich przedstawieniu Zielińska się skupiła.
Główną bohaterkę również cechowała tajemniczość, ale miałam problem z polubieniem jej, mimo że odsłaniała się przed czytelnikiem jako narratorka coraz bardziej. Po prostu, jak i inne postacie, wydała mi się zbyt sztywna jak na prawdziwego człowieka. Odebrałam ją jako naiwną i nieco dziecinną, w czym utwierdzałam się wraz z kolejnymi stronami, bo właśnie całość sprawiała wrażenie nieco naiwnej. W powieści tej za dużo było nieistotnych szczegółów, takich jak ciągłe wkładanie balerin jakiegoś koloru lub kanapek z tym czy tamtym. Odbierało to powagę sytuacyjną.
Fabuła rozwijała się dość prędko, w dużej mierze w sposób niezaskakujący. Denerwowało mnie, że kwestie oczywiste dla mnie, jako dla czytelniczki, ale i prawdopodobnie dla każdego żyjącego w dzisiejszych czasach pełnych horrorów, bohaterom książki sprawiały trudność w „załapaniu”. Kwestia relacji między bohaterami i dialogi według mnie wymagałyby poprawy.
Na szczęście mimo wszystko akcja nie wydała mi się na tyle oczywista, że aż nudna. Nastolatka z problemami odbiegającymi od normy, której przytrafiają się co najmniej dziwne rzeczy – w tej sprawie Zielińska tchnęła w temat ukazywania się duchów coś nowego. Historia, mimo że nie wyjątkowo wielopłaszczyznowa, okazała się na tyle wielowątkowa, że wciągająca. To, jak jedno z drugim powoli się wiązało, by po chwili wyskoczyło coś zupełnie nieprzewidywalnego, podobało mi się. Nie brakowało więc akcji, choć została nieźle wyważona przez dość często spotykane rozwiązania.
W udany sposób połączona została powieść grozy z kryminałem, przez co nie można tu mówić o wydarzeniach strasznych czy mrożących krew w żyłach, ale lekturze towarzyszył dreszczyk emocji. Autorka dostosowała język do sytuacji i bohaterów, co zwiększyło realizm. Licealiści wypowiadają się prostymi słowami, a Lea sceptycznie i krytycznie komentuje otoczenie, co pasuje do konwencji.
„Dwa światy. Przejście skazanych dusz” to niewątpliwie tytuł z pomysłem. Coś znanego, by zbytnio nie obciążać umysłu czytelnika, ale jednak z ciekawie naświetlonymi wątkami, z jakimi nieczęsto się spotykam jako osoba lubiąca tego typu gatunek. Ten określiłabym jako thriller, ponieważ łączył wiele pomniejszych. Wyszło to lekko, z pewną gracją, aczkolwiek mam wrażenie pewnych „pisarskich braków”. To jest dobra książka dla lubiących wartkie historie z dreszczykiem nie z tego świata, ale nie dla wielbicieli mocnych kryminałów czy strasznych horrorów.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Paulina Zielińska, „ Dwa światy. Przejście skazanych dusz”, Novae Res, 2019.
Komentarze