Książka „Dwanaście życzeń”, to plejada bohaterów, których tak naprawdę jest ciężko ogarnąć. Najwięcej miejsca poświęcono Poli oraz Dagnie. Pierwsza jest na skraju załamania nerwowego. Jej życie zmieniło się z chwilą, kiedy dowiedziała się o zdradzie narzeczonego, który porzucił ją tuż przed ślubem. Ułożone życie zmieniło się w wielki chaos. W samobójczych planach bohaterce przeszkodziła przyrodnia siostra, która poinformowała ją, że ich tata ciężko zachorował. W obliczu śmierci postanowiła nawiązać kontakt z pierworodną. A święta są na to idealnym czasem.
Dagna to dziewczyna, dla której liczą się pieniądze, kariera i sława. Wyjechała z domu żeby osiągnąć sukces. Pracuje w telewizji oraz przekonuje ludzi, że rodzinne grono przy stole świątecznym to najlepszy sposób na spędzenie tego czasu. Sama nie zamierza spotykać się z bliskimi. Do czasu... Cud, który wydarzył się w miejscowości Kaczory to nie byle jaki temat. Przecież niecodziennie na szybie domu pojawia się Matka Boska. Kobieta podążając za tematem trafia... do swojego domu rodzinnego.
Oczywiście jest więcej bohaterów, którymi książka wydaje się być wypełniona. Taki zabieg sprawia, że tak naprawdę nie da się zżyć z żadną postacią. Z jednej strony można znaleźć kogoś bliskiego swojemu sercu, ale z drugiej – nie ma zbyt wiele czasu żeby go/ją poznać. Książki świąteczne zawsze jawią mi się w dwóch typach: przesłodzona historia, która jest idealna na sezon zimowy lub wielka przemiana, której pozazdroszczą nawet transformersi. W „Dwunastu życzeniach” nie ma nic z tego. Jest to dość dziwny twór przeładowany informacjami odnośnie życia postaci. W pewnym momencie można się po prostu zgubić.
Okładka wskazuje na świąteczny klimat, do którego w grudniu wielu z nas ciągnie. Niestety w powieści nie da się tego odczuć. Zapach piernika jest zwietrzały, a w koszyku nie ma ani jednej mandarynki. Przyczyną jest, wspomniany wcześniej, przesyt bohaterów. Nigdy nie powiedziałabym, że to wigilijna książka; bardziej historie skupiające się na przebaczeniu, samorealizacji, sile charakteru i relacjach rodzinnych.
Całość dzieli się na trzy składowe: 23 grudnia, 24 grudnia – rano i 24 grudnia – wieczorem. I to tyle ze świątecznych odniesień. Wszystkie części mają swoje rozdziały, które są oznaczone imionami określonych bohaterów.
Przyznaję, opisywane problemy są jak najbardziej „życiowe”; myślę, że wiele osób się z nimi spotyka. Jest to jedyna część, która do końca nie odrealniła książki. Czytanie o porzuceniu, rodzinnych waśniach, małżeńskich rozterkach było ciekawe, lecz zbyt powierzchowne i szybkie.
Mogę polecić „Dwanaście życzeń” osobom, które nie oczekują fajnego, świątecznego klimatu. Naprawdę się rozczarujecie. Zakończenia są dość przewidywalne, a autorki poszły po linii najmniejszego oporu.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska, Dwanaście życzeń, Wydawnictwo W.A.B., 2018, Warszawa
Komentarze