Fabuła
Ruta Tawori jest główną bohaterką książki „Dwie niedźwiedzice”. Uczy w liceum na temat Biblii Hebrajskiej. Jej myślenie jest nieskrępowane, a ona nie poddaje się żadnym przyjętym normom. Powraca do wydarzeń, które miały miejsce dawno temu. Według przekazywanej historii, trzech rolników popełniło samobójstwo. Nikt nie znał przyczyny tego zdarzenia. Po pewnym czasie wychodzą na światło dzienne pogłoski, że jeden z nich został zamordowany. Cała sprawa jest bardzo podejrzana, ponieważ publiczne zapisy nie wskazują na żadną zbrodnię. Ludzie jednak wiedzą lepiej.
Kobieta w swojej opowieści przechodzi przez wiele emocji oraz uczuć. Tęsknota za synem, rozdarcie w miłości, ułuda przyjaźni, podstępna zdrada to tylko kilka z nich. Smaczku nadaje spostrzeżenie, że historia zawarta w książce jest oparta na faktach.
Moim zdaniem
Tajemnicza, mroczna, do bólu szczera i przeszywająca na wskroś – taka jest właśnie książka „Dwie niedźwiedzice”. Niepozorna nauczycielka opowiada historię, która na pierwszy rzut oka nie przykuwa uwagi czytelnika. Z początku wydaje się, że jest to kolejna powieść z tajemniczą zemstą w tle. Fakt – jest, jednak zawiera na swoich kartach o wiele więcej niż można by było spodziewać się po opisie. Motyw zemsty przewija się w książce na każdym kroku. Nie jest jednowymiarowa i dążąca do celu. Wpływa na nią wiele małych szczegółów oraz niuansów. Prowadzi wielu bohaterów, którzy uważają, że mają rację, a zadośćuczynienie ich bólowi jest jedyną drogą. Wzajemne obwinianie się jest tak silne, że zatacza coraz większe kręgi, a kresowi nie widać końca.
Główna bohaterka opowiada historię ciągnącą się już przez pokolenia w jej rodzinie. Dwaj mężczyźni, bardzo bliscy jej sercu, odegrają kluczowe role w całym spektaklu rozpaczy. Mimo, że emocji jest dużo, a dramat ciągnie się za dramatem, Ruta brnie przez każdą część opowieści bez wahania. Pragnie wyjawić wszystko słuchającej jej Wardzie Canetti. Badaczka chce odkryć wszystkie sekrety kryjące się w moszawach, czyli spółdzielniach rolniczych.
Prywatna tragedia Ruty zbliża czytelnika do niej i zachęca do dalszego czytania. Odniosłam wrażenie, że mimo bolesnej sytuacji, kobieta pogodziła się ze swoim losem. Odsunięcie się jej męża załamało ją, ale nie zniszczyło emocjonalnie. Nadal ma w sobie wiarę na lepsze jutro. Bohaterka nakreślona jest szczegółowo. Odnoszę wrażenie, że autorowi zależało, aby czytelnik poczuł z nią więź i „wszedł w jej buty”. Ten zabieg zdecydowanie się udał. Czytając kolejne części pokoleniowej tragedii, czułam się jakbym to ja przeszła przez to wszystko co bohaterka. Muszę przyznać, że dawno żaden autor nie sprawił, że czułam aż tak silne emocje. Może na odbiór wpłynął fakt, że Meir Shalev wykorzystał własne doświadczenia podczas pisania. Część historii jest oparta na faktach. Hebrajskie odniesienia i tradycja idealnie uzupełniają opowieść.
Styl pisania autora okraszony jest ciekawymi zwrotami, jednak w odbiorze jest bardzo płynny. Nie ma problemu ze zrozumieniem tekstu. Powieść nie jest napisana pompatycznie, ani górnolotnie. Z każdej kartki biją wielkie emocje. Narastają wraz z rozwojem fabuły, dlatego też czytelnik od początku nie spodziewa się jaka petarda kryje się między kartkami. Mniej więcej od połowy nie da się oderwać, a okładka przykleja się do dłoni. Zakończenie jest satysfakcjonujące i w moim odczuciu, bardzo dobrym zwieńczeniem całej historii.
Polecam. Jest to bardzo dobry thriller z elementami kryminalnymi na historycznym tle. Spodoba się fanom rozwiązywaniu trudnych łamigłówek oraz pasjonatom historii opowiadanych przez pokolenia. Wyjątkowy styl pisania autora jest dodatkowym smaczkiem, który sprawia, że całość jest wyjątkowa. Ta niepozorna powieść sprawia, że człowiek zatraca się w niej i znika na długie godziny.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Meir Shalev, „Dwie niedźwiedzice”, Warszawa, MARGINESY Sp. z o.o., 2017
Komentarze