Nesta, odkąd została wróżką (fae) ma duże problemy z odnalezieniem się w nowej dla niej rzeczywistości. Dodatkowo na horyzoncie pojawia się pewien przystojny wojownik Kasjan, z którym połączy ją klasyczna więź miłości – nienawiści. Trzeba również wspomnieć o trwającym w tle konflikcie politycznym angażującym coraz większą ilość postaci. W rezultacie powstaje dosyć wybuchowa mieszanka romansu i fantastyki, z polityką jako uzupełnieniem całości historii.
Maas przyzwyczaiła czytelników do swojego specyficznego stylu, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że w tym tomie jej warsztat uległ nieco pogorszeniu. Na początku autorka wrzuca nas w świat przedstawiony, bardzo oszczędnie dawkując przekazywane informacje, co nawet zaprawionego w bojach z jej prozą czytelnika, może nieco zmylić. Nie pomaga skakanie miedzy scenami i zbyt mało miejsca na rozwinięcie wydarzeń, które oglądamy. Autorka zdecydowała się także na oddanie narracji dialogom, co w niektórych momentach się nie sprawdziło, wprowadzając dodatkowy chaos informacyjny.
Kolejnym problemem jest wydanie całości. Nie będę pastwiła się nad decyzją wydawnictwa, by podzielić całość na dwa tomy, ale już trudniej przełknąć problemy z tłumaczeniem niektórych słów, czy też zmianą nazw niektórych postaci z poprzednich tomów. Takie rewolucje nie ułatwiają poruszania się w gąszczu tych kilkuset stron. Nie jestem zagorzałą fanką serii, ale muszę przyznać, że takie zabiegi są naprawdę mocno irytujące.
Moja przygodę z „Dworem srebrnych płomieni” trudno uznać za całkowicie udaną, ale też nie mogę całej odpowiedzialności za to zrzucić na autorkę. Mam tylko nadzieję, że zetknięcie się z kolejnym tomem będzie mniej bolesne, gdyż szkoda by było moich dobrych wspomnień związanych z lekturą poprzednich części.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Sarah J. Maas, „Dwór srebrnych płomieni cz.1”, Uroboros, Warszawa 2021
Komentarze